Józef Piłsudski
Temat o jednym z największych polskich przywódców w naszej całej historii państwa i narodu. Różne ciekawe rzeczy z życia tego męża stanu i wielkiego Polaka. Zrobił więcej dla utrwalenia państwowości polskiej i niepodległości narodowej niż nie jeden jego zagorzały oponent, dlatego umieszczam ten właśnie temat w dziale ruch narodowy.
Na początek ciekawostki
Józel Piłsudski - ciekawostki
* Józef Piłsudski do końca życia nie wyzbył się nawyków z czasu PPS-owskiej konspiracji. Nawet jako Generalny Inspektor Sił Zbrojnych (1928-1935) nie zasnął, dopóki na stoliku obok łóżka nie spoczął naładowany rewolwer, nie ruszał się też poza Belweder bez broni. Kiedyś doszło do tragedii, gdy marszałek strzelił do majaczącej za oknem sylwetki w parku łazienkowskim. Niestety, żandarma z ochrony osobistej (bo on to był) uratować się nie udało.
* W latach trzydziestych, zwłaszcza po wylewie krwi do mózgu, którego doznał w 1928 r., chodził lekko przygarbiony i zaczął się szybko starzeć, przede wszystkim zewnętrznie. W chwili śmierci miał 68 lat, wyglądał jednak na znacznie starszego. Mimo to poruszał się energicznie i zdecydowanie, mówił stanowczo, z charakterystycznym wileńskim zmiękczaniem głosek, pod koniec życia trochę gderliwie.
* Po sposobie, w jaki zwracał się do swoich podkomendnych, można było poznać jego stosunek do danej osoby. Najmilej było usłyszeć od niego określenie „dziecko”, burzę zapowiadało zaś jego zwrócenie się do kogoś per „pan” i podanie stopnia wojskowego.
* Wszyscy, którzy znali Piłsudskiego, podkreślają jego niezwykłą charyzmę, tę trudną do określenia cechę, która nawet jego przeciwników zmuszała do szacunku. Piłsudskiego można było uwielbiać lub nienawidzić, ale okazywanie mu respektu było naturalne i niemal odruchowe.
* Piłsudski był niemal abnegatem, przywiązywał niewielką wagę do wygód życiowych. Palił dużo papierosów zwanych „marszałkowskimi”, wykonywanych specjalnie dla niego. Pił wielkie ilości mocnej herbaty, nie przepadał natomiast za kawą. Jadał dość nieuważnie, co można zauważyć nawet dziś, oglądając zachowaną do naszych czasów jego codzienną kurtkę...
* Marszałek dużo chodził, uwielbiał samotne spacery po parku Łazienkowskim, Pikieliszkach czy Druskiennikach - biada funkcjonariuszowi ochrony, który zostałby przez niego wtedy zauważony!
* Józef Piłsudski do końca życia nie wyzbył się nawyków z czasu PPS-owskiej konspiracji. Nawet jako Generalny Inspektor Sił Zbrojnych (1928-1935) nie zasnął, dopóki na stoliku obok łóżka nie spoczął naładowany rewolwer, nie ruszał się też poza Belweder bez broni. Kiedyś doszło do tragedii, gdy marszałek strzelił do majaczącej za oknem sylwetki w parku łazienkowskim. Niestety, żandarma z ochrony osobistej (bo on to był) uratować się nie udało.
* Bardzo lubił pracować w nocy - często dyktował wtedy swojej żonie, krążąc po pokoju. Sam nie lubił pisać odręcznie, a musiał to robić dla utrzymania rodziny, jako że prawie całe swoje pobory przeznaczał na cele charytatywne. Powszechnie wiadomo, że marszałek nie dorobił się żadnego majątku i nie traktował swej pozycji jako lukratywnej synekury.
* Piłsudski swobodnie posługiwał się językami rosyjskim, francuskim i niemieckim
* Za rautami i balami nie przepadał, a w salonach czuł się wyraźnie źle. Jego ulubioną rozrywką było stawianie pasjansów, zwłaszcza piramidy, którą przed wojną zaczęto nawet nazywać pasjansem Piłsudskiego.
* Marszałek dwukrotnie zmieniał wyznanie w celach instrumentalnych, mimo że był wierzący.
* Miał ogromne poczucie humoru i umiał śmiać się z siebie samego. Bardzo lubił karykatury na swój temat, zwłaszcza rysowane przez Zdzisława Czermańskiego. Mimo posądzeń o zapędy dyktatorskie, potrafił być wielkoduszny, widząc fachowość przeciwnika i szlachetność jego intencji.
List gończy za Józefem Piłsudskim
Pamiątkowa ulotka z 1928 r. z fotografią rosyjskiego listu gończego za Józefem Piłsudskim z 1887 r. z polskim tłumaczeniem.
http://www.osen.pl/mycior...pissudskim.html
Głos Józefa Piłsudskiego - Pochwała pracy zbiorowej nagranie z 1926 roku (mp3 video youtube)
"Dzieje ludzkie w całych tysiącleciach, wszystko to co nazywamy kulturą, są właściwie przetworem tego ludzkiego żywiołu, człowieczej pracy. A człowiek zamiast być dumnym z opanowania tego, co może opanować, chce być dumnym z opanowania żywiołu nie swego, żywiołu boskiego. Specjalnie człowiek nie chce szanować największej potęgi swego żywiołu: pracy zbiorowej. Chociaż tam właśnie największe cuda tworzy".
GŁOS JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
http://www.youtube.com/wa...layer_embedded#
ciekawostki - Józef Piłsudski
* Posiadał wiele orderów i odznaczeń m.in.: Order Orła Białego, Order Virtuti Militari, Złoty Krzyż Zasługi.
* W marcu 1886 roku brał udział w studenckiej demonstracji z okazji 25. rocznicy uwłaszczenia.
* W marcu 1887 roku Piłsudski został aresztowany pod zarzutem udziału w spisku na życie cara.
* Został odznaczony Krzyżem Zasługi Wojsk Litwy Środkowej.
* Czterokrotnie był odznaczony Krzyżem Walecznych.
* W roku 1918 otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Warszawy.
* Otrzymał i sam nadawał odznakę Znak oficerski "Parasol".
* Był dwukrotnie premierem Polski (1926-1928 i 1930).
* Otrzymał tytuł Honorowego przewodniczącego Wojskowych Polaków w Piotrogrodzie.
* Był dowódcą rządów sanacyjnych w II Rzeczypospolitej.
* W roku 1921 otrzymał honorowe obywatelstwo miast Łowicz, Radom, Płock, Wilna i Kielc.
* W 1936 serce Piłsudskiego zostało złożone w grobie jego matki na cmentarzu na Rossie w Wilnie, a ciało w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu.
* Był Honorowym członkiem Związku Sybiraków.
* 22 czerwca 1915 odznaczony został austro-węgierskim Orderem Żelaznej Korony.
* Od 11 listopada 1918 roku był Wodzem Naczelnym Armii Polskiej.
* Został uhonorowany japońskim Orderem Wschodzącego Słońca I klasy.
* Na maturze Piłsudski najlepsze oceny miał z historii oraz geografii, najsłabsze natomiast z języków.
* W roku 1928 otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Gdyni.
* Został odznaczony estońskim Wielkim Krzyżem Kaitesliid z Gwiazdą.
* Po maturze rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Charkowskim.
* W podwarszawskim Sulejówku znajduje się dworek "Milusin", w którym mieszkał marszałek.
* Otrzymał francuską Legię Honorowa I klasy, oraz francuski Medal Wojskowy.
* Działał pod pseudonimami: Wiktor, Mieczysław, Ziuk, Pan Marian; później powszechnie nazywany Dziadkiem lub Marszałkiem, a przez swych dawnych żołnierzy Komendantem.
* Otrzymał honorowe członkostwo Polskiej Akademii Literatury.
* W roku 1928 na 35 Konferencji Stowarzyszenia Prawa Międzynarodowego w Warszawie pełnił funkcję Honorowego przewodniczącego.
* W roku 1929 otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Przemyśla.
* Został odznaczony fińskim Orderem Białej Róży.
* 6 sierpnia 1920 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Łodzi.
* Był najdłużej urzędującym ministrem spraw wojskowych w II Rzeczypospolitej. Pełnił tą funkcję w latach 1926-1935 (od przewrotu majowego do swojej śmierci).
* Został odznaczony jugosłowiańskim Orderem Gwiazdy Jerzego Czarnego.
* 19 marca 1928 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Krosna.
* Został odznaczony wojennym łotewskim Orderem Zabójcy Niedźwiedzia I klasy.
* Został odznaczony Wojskowym Orderem Suwerennym pod wezwaniem św. Jana Jerozolimskiego IV klasy.
* Otrzymał tytuł Honorowy dowódca rumuńskiego 16 pułku piechoty.
* Został uhonorowany czechosłowackim Krzyżem Wojennym.
* 12 lipca 1932 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Rzeszowa.
* Otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Verdun, we Francji.
* Otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Białystok, Sosnowca i Nowego Sącza.
* Został odznaczony włoskim Orderem Rycerskim świętych Maurycego i Łazarza I klasy, oraz Wojskowym Orderem Sabaudzkim.
* Został odznaczony rumuńskim Orderem Karola I klasy I, oraz Orderem Michała Walecznego klasy I, II i III.
* Marszałek zmarł w warszawskim Belwederze w 9. rocznicę Zamachu Majowego. Przyczyną była choroba nowotworowa.
* 25 września 1921 uniknął zamachu, którego dokonał Stepan Feda, młody Ukrainiec, członek ukraińskiej organizacji niepodległościowej.
* Został uhonorowany hiszpańskim Orderem Zasługi Wojskowej.
* Został odznaczony belgijskim Orderem króla Leopolda I klasy.
* Został protestantem w celu wzięcia ślubu ze swoją pierwszą żoną Marią Juszkiewiczową, następnie powrócił do Kościoła katolickiego w celu wzięcia ślubu z inną kobietą, Aleksandrą Szczerbińską.
* W roku 1921 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego.
* W roku 1928 był Przewodniczącym Komitetu Honorowego pierwszego w historii Polski wyścigu kolarskiego Tour de Pologne.
* 17 marca 1925 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Żyrardowa.
* 1 sierpnia 1927 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Kalisza.
* We wrześniu roku 1921 otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie.
* 14 maja 1935 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Torunia.
* Został odznaczony brazylijskim Krzyżem Południa I klasy.
* Został odznaczony Orderem Polonia Restituta klasy I.
* Został odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami.
* Jako powstaniec śląski, został uhonorowany Krzyżem na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi.
* W roku 1933 otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Krakowa.
* W roku 1920 otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego.
* 31 stycznia 1925 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Białej Podlaskiej.
* Otrzymał odznakę "Za wierną służbę".
* Otrzymał afgański Order Błękitnego Płaszcza.
* 25 lutego 1925 roku otrzymał honorowe obywatelstwo Nieszawy.
* 11 listopada 1933 roku otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Swoją drogą bardzo mnie interesują dokumentalne wspomnienia czy to świadków czy tez zapisane we wspomnieniach, pamiętnikach , książkach polskich narodowców z SN, ND, MW, czy ONR na wieść o śmieci Marszałka Piłsudskiego. Na pewno będą to różne reakcje od skrajności w skrajność , ale temat wart jest bliższego zapoznania. Przyznam że nie mam w tym wątku zbyt bogatej wiedzy ani nie dysponuje wiedzą reakcji poszczególnych polskich narodowców na wieść o śmierci Naczelnika. Jeśli ktoś ma jakieś arty czy cytaty w tej materii prosił bym o zamieszczanie ich w tym temacie.
CYTAT - "Mało kto wie, że my również możemy poszczycić się tradycjami balsamowania zwłok znanych mężów stanu. Los taki spotkał twórcę niepodległego państwa
polskiego, Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Kiedy 12 maja 1935 roku
Marszałek Piłsudski zmarł, dawny jego druh Walery Sławek wraz z żoną denata podjęli decyzją o wystawieniu ciała na widok publiczny. Tej samej nocy Piłsudskiego ogolono, po czym wykonano jego maskę pośmiertną. Zabiegu dokonał kierownik Pracowni Anatomo Patologicznej w Warszawie, major doktor Wiktor Kaliciński. Najpierw rozcięto żyły biegnące przez prawą pachwinę, po czym wtłoczono tam kilka litrów soli konserwujących. Krew wypłukano wcześniej ciepłą wodą, wyjęto poszczególne organy, a luźne miejsca zastąpiono gipsem. Po wtarciu w skórę wonnych olejków zwłoki wykąpano w mieszance glicerynowe - octowej. Na koniec ciało wysuszono i ubrano.
13 maja do Krakowa przybył generał Bolesław Wieniawa - Długoszowski z listem od prezydenta Ignacego Mościckiego do arcybiskupa Adama Sapiehy z prośbą o pochowanie Piłsudskiego na Wawelu.
Po złożeniu sarkofagu w krypcie św. Leonarda miejsce to udostępniono zwiedzającym W czasie negocjacji ustalono, że zwłoki spoczną w krypcie świętego Leonarda. Po mszy żałobnej w katedrze św. Jana w Warszawie trumnę przetransportowano do Krakowa.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się z udziałem m.in. marszałków: Francji - Lavala i Rzeszy Niemieckiej -Goeringa.
Po złożeniu sarkofagu w krypcie św. Leonarda, miejsce to udostępniono zwiedzającym, licząc na umocnienie kultu Marszałka w społe¬czeństwie, co pozwoliłoby utrzymać się przy władzy jego następcom.
Zwłoki oglądało średnio 25 tysięcy ludzi dziennie. Tymczasem ich stan z każdym dniem ulegał gwałtownemu pogorszeniu. Co więcej, w niedzielę ścisk w katedrze stawał się tak wielki, że uniemożliwiał odprawianie mszy świętych.
Zaczęto myśleć o zmianie miejsca pochówku Naczelnika, by zapewnić większy komfort odwiedzającym. Uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie zaadaptowanie do tych celów dawnej krypty pod wieżą Srebrnych Dzwonów.
Wkrótce przy trumnie Wodza zaczęły dziać się rzeczy dziwne
W podziemiach katedry dochodziło do zdarzeń, którym trudno dać wiarę.
Codziennie rano znajdowano tam flaszki po wypitej wódce, papiery, szmaty, niedopałki papierosów, odchody. Dawni towarzysze Piłsudskiego nie chcieli się z nim rozstać nawet po śmierci!
W tym samym czasie zwłoki zaczęły się rozkładać, więc przy trumnie coraz częściej pojawiało się małe laboratorium, służące kosmetyce zmumifikowanego ciała. Dla arcybiskupa Sapiehy tego było już za wiele i bezzwłocznie zadecydował o wdrożeniu niezbędnych zmian.
Decyzja duchownego spotkała się ze zdecydowanym oporem ze strony rządu.
Uznano, że o transporcie ciała Naczelnika zdecydować może tylko prezydent, gdyż trumna/es/ własnością i relikwią narodową i będzie ją można ruszyć dopiero podczas ostatecznego przeniesienia do sarkofagu.
W krótkim czasie do Sapiehy wystosowali oficjalne listy: prezydent Mościcki i nuncjusz apostolski Filippo Cortesi. Arcybiskup nie zamierzał jednak cofnąć swojej decyzji. Wywołało to wielki kryzys na linii Państwo - Kościół.
Oburzeni ludzie zaczęli demonstrować przed Pałacem Arcybiskupim, żądano zamiany konkordatu, oddania katedry w ręce władz świeckich oraz pozbawienia Sapiehy tytułu i... obywatelstwa polskiego. Duchowny został przyparty do muru. Napisał trzy listy do Mościckiego, w których ukorzył się i wyraził ubolewanie z powodu tego, co zaszło. Okazało się, że Marszałek nawet martwy, dysponował większą niż gospodarz katedry na Wawelu.
Sytuacja uległa zmianie w 1939 r Ciało Piłsudskiego osiągnęło wówczas krytyczny, a na dodatek wybuchła we Zwłoki ostatecznie spoczęły w sarkofagu pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Po l roku nikomu już nie przyszło do głowy,, aby mumie ponownie wystawić na widok publiczny.
W. Chudziński i P Nowakowski w dłuższym artykule "Mauzolea Ojcow Narodow"
"Rok 1939 - warta honorowa przy grobie Józefa Piłsudskiego
na Wawelu wystawiona prawdopodobnie na osobisty rozkaz Marszałka Rzeszy Hermana Goringa ..."
*********************************************************
- Komuniści cieszyli się ze śmierci Piłsudskiego, ale nie tylko oni, wystarczy poczytać Moją tułaczkę w Czechosłowacji Witosa.
Opis śmierci Piłsudskiego znajduje się u Garlickiego. Włącznie z sekcją zwłok
Ciekawostką jest zapisanie mózgu Piłsudskiego na badania medyczne. Maksymilian Rosse wydał nawet album ze spreparowanym mózgiem. Zdjęcia są na Wikipedii.
CYTAT - "Co do reakcji narodowców to były one różne ale na ogół raczej podkreślano zasługi Marszałka dla Polski i jego patriotyzm. Endecki Głos Lubelski zamieścił artykuł w którym pisano że choć JP miał inną wizję Polski niż obóz narodowy to całe życie poświęcił idei jej wielkości a uznanie ze strony politycznych oponentów znaczy więcej niż ,,żałobne szpalty w gazetach rządowych"
Natknąłem się też na takie źródła w których podawano że po śmierci Józefa Piłsudskiego niektórzy członkowie ND mówili że nareszcie zdechł obrońca Żydów."
http://webcache.googleuse...l&ct=clnk&gl=pl
Były i takie glosy jak Mosdorfa, tak pisał o Marszałku: obóz rewolucyjny socjalizmu polskiego wydał z siebie człowieka, łączącego romantyzm celów z realizmem środków, umiejącego dzięki swemu autorytetowi skupić karne szeregi pod jednostkowym kierownictwem, co zawsze jest połową wygranej.
J. Mosdorf, Wczoraj i jutro, t. I, Warszawa 1938, s. 11 - 13
Bardzo ciekawa strona. Warto tam zajrzeć i poczytać
http://webcache.googleuse...l&ct=clnk&gl=pl
ARCY CIEKAWY WYWIAD Z SEKRETARKĄ MARSZAŁKA PIŁSUDSKIEGO !
Piłsudski w oczach kobiety Dlaczego nazwano go dziadkiem i czy to prawda, że w młodości karty wywróżyły mu, że zostanie marszałkiem? - Marek Różycki jr w rozmowie z Kazimierą Iłłakowiczówną przybliża postać Józefa Piłsudskiego.
W oczach kobiety
Z KAZIMIERĄ IŁŁAKOWICZÓWNĄ - poetką i sekretarką Marszałka Józefa Piłsudskiego rozmawia Marek Różycki jr
CYTAT - " - Jest Pani jedną z niewielu kobiet, która dobrze znała Marszałka zarówno jako polityka lecz także jako mężczyznę. Powszechnie wiadomo, że była mu Pani bliską osobą. Czy zechce Pani przybliżyć nam postać marszałka przede wszystkim jako człowieka, nie polityka?
• Zacznę chronologicznie. Nasze drogi skrzyżowały się po raz pierwszy podczas I wojny światowej, później pracując w MSZ i pełniąc funkcje jego sekretarki, poznałam go bliżej. Podczas mojego tournee po Europie w latach 1936-1938 wielokrotnie przybliżałam postać marszałka.
- A zatem…
• Lata młodości spędził w Charkowie. Tu w 1885 roku zdał maturę i rozpoczął studia medyczne. To dlatego podczas obchodów imienin marszałka w teatrze Splendid prasa prowadząc kampanie na Jego cześć używała haseł: „Dobry lekarz niemocy narodu - gromiciel podłości i propagator prawdy”. Dwa lata później Za swoją polityczno- patriotyczną działalność został aresztowany i zesłany na pięć lat na Syberię. Po powrocie z zesłania w 1893 zaangażował się w działalność polityczną, tworząc zręby organizacyjne PPS. W 1900 został ponownie aresztowany, w łódzkiej tajnej drukarni PPS. Po miesięcznym pobycie w więzieniu przy ulicy Długiej 17, przewieziono, go do Warszawy i osadzono w X Pawilonie Cytadeli w celi nr 39.
- Pawilon X był najlepiej strzeżonym w całym carskim imperium. Wolność odzyskiwało się na sznurze szubienicy…
• Ma pan rację. Piłsudskiego oskarżono o udział w zabójstwie Jana Mazura, konfidenta z Zagłębia. Nie muszę dodawać, że wszystko było sfingowane. Groziła mu kara śmierci. Jedynym zatem rozwiązaniem było przeniesienie w miejsce o łagodniejszym rygorze. Za namową dr. Radziwołłowicza rozpoczął symulować obłęd, odmawiając przyjmowania posiłków, ze względu na strach przed otruciem i histeryczne reakcje na mundur żandarmów. Do dziś pamiętam jego słowa: „Była to niezmiernie przykra gra. Nie mówiąc o głodzie, który mi bardzo dokuczał, tem bardziej, że żandarmi przysyłali mi w tym czasie wyszukane i smaczne obiady, które musiałem odrzucać… Lecz samo udawanie obłędu, ciągła baczność na swe ruchy, na wyraz twarzy, konieczność wypowiadania od czasu do czasu jakiś nonsensów, męczyła mnie niezmiernie, a czasem wprost śmieszyła widokiem przerażenia, jakie wzbudzało moje zachowania w żandarmach”.
- Udało się?
• Tak. Dzięki pomocy dyrektora szpitala Jana bożego, Iwana Szabasznikowa, który nienawidził władz rosyjskich - przeniesiono go do Petersburga, do szpitala św. Mikołaja Cudotwórcy. Tymczasem PPS opracowała plan brawurowej ucieczki ze szpitala swojego lidera. Dzięki precyzyjnie przygotowanym detalom udało się w nocy z 1 na 2 maja wydostać wielkiego wodza na wolność.
- ....jeśli dobrze pamiętam w 1906 roku doszło do rozłamu w PPS.
• Zgadza się. Piłsudskiemu daleko było do programu SDKPiL, dla której priorytetem była rewolucja, dlatego nie zaakceptował woli niektórych spośród dotychczasowych członków PPS, ciążących ku skrajnej lewicy i utworzył własną partię PPS - Frakcję Rewolucyjną, a następnie objął kierownictwo nad Organizacją Bojową PPS i utworzył we Lwowie Związek Walki Czynnej.
„Towarzysze, jechałem czerwonym tramwajem socjalizmu aż do przystanku "Niepodległość", ale tam wysiadłem. Wy możecie jechać do stacji końcowej, jeśli potraficie, lecz teraz przejdźmy na "Pan"! - W odpowiedzi dawnym towarzyszom z PPS na ich prośbę o polityczne poparcie.
Jego błyskotliwa kariera rozpoczęła się rzeczywiście jeszcze przed wybuchem I wojny światowej. Prężnie wówczas działał w Polskiej Partii Socjalistycznej. Już przed wybuchem I wojny światowej zaprezentował własną koncepcję odzyskania niepodległości przez Polskę w oparciu o Austro-Węgry.
W czasie pożogi wojennej zaangażował się w działalność orientacji proaustriackiej. W sierpniu 1914 roku rozpoczęła się epopeja legionowa. W latach 1914-1916 walczył z Legionami Polskimi na froncie wschodnim przeciw Rosji.
W gronie najbliższych współpracowników nie krył, że przewiduje zmianę orientacji politycznej i wojskowej. „Dzisiaj musimy współpracować z Austrią - mówił Piłsudski - musimy kierować swój wysiłek zbrojny przeciwko Rosji, ale przyjdzie czas, kiedy Rosja upadnie. Wówczas musimy zmienić orientację, musimy wystąpić przeciwko Austrii a także - Niemcom dlatego, że państwa centralne wcześniej czy później zostaną pokonane przez Ententę, a prawdopodobnie także przez Stany Zjednoczone, jeśli przystąpią do wojny”.
- Zatem wizjoner. A słynny pasjans, który podobno często stawiał?
• Nie rozstawał się z kartami. Czy wie Pan, że podczas swojego pobytu w Zakopanem, to było tuż po Bezdanach, odwiedził go Stefan Żeromski? Powiedział swojemu rozmówcy : „Założyłem sobie, że jeśli mi ten pasjans wyjdzie, to zostanę marszałkiem Polski”. Był początek XX wieku, a ten jeszcze wtedy nieznany człowiek, uważany za niektórych przez terrorystę, wywróżył sobie z kart oszałamiającą przyszłość.
- Proszę mi jeszcze wyjaśnić, co to było z tymi Bezdanami. Przyznam się szczerze, że nie pamiętam tego wątku z historii.
• Piłsudski związany jest z Bezdanami w szczególny sposób. 26 września 1908r. dokonał tu z grupą spiskowców brawurowego napadu na pociąg. Łupem padła znaczna gotówka. Była to największa tak spektakularna i udana akcja Napad zazwyczaj kojarzy się z rabunkiem. Zdobyte pieniądze Piłsudski przeznaczył na dozbrojenie swojego oddziału, który miał służyć Polsce. Notabene więcej już takich akcji nie przeprowadzał. Zapadł na zdrowiu. W opinii lekarzy organizm był tak wycieńczony, że mogła go zabić byle infekcja. Z tego powodu wyjechał do Zakopanego.
- W lipcu 1917 roku w wyniku tzw. „kryzysu przysięgowego” został ponownie aresztowany i wywieziony do twierdzy w Magdeburgu. Jak do tego doszło?
• W okresie tzw. kryzysu przysięgowego, w lecie 1917 r., Piłsudski w rozmowie ze swoimi najbliższymi oficerami jednoznacznie stwierdził: „Nasza wspólna droga z Niemcami skończyła się. Rosja – nasz wspólny wróg, skończyła swoją rolę. Wspólny interes przestał istnieć. Wy do tej armii nie pójdziecie (...) Im prędzej Niemcy przegrają tę wojnę, tym lepiej. (...) Szliście za tę ojczyznę umierać na polach bitew, teraz idźcie za nią do więzienia”. Ci, którzy posłuchali komendanta i odmówili złożenia przysięgi na wierność, trafili do obozów internowania w Beniaminowie i Szczypiornie.
Aresztowanie Piłsudskiego i jego najbliższego współpracownika Kazimierza Sosnkowskiego, 22 lipca 1917 r. - okazało się wkrótce jego wielkim zwycięstwem moralnym. Osadzenie go w twierdzy w Magdeburgu wywołało falę protestów, on sam zaś umocnił swój wizerunek nieustępliwego bojownika z zaborcą niemieckim. Jako jedyny z ówczesnych przywódców miał odnotowane w swoim życiorysie politycznym: osadzenie w X pawilonie cytadeli warszawskiej, zesłanie na Syberię i wreszcie niemieckie więzienie. Mimo wysiłków jego przeciwników w kraju, nie tylko rosła legenda Piłsudskiego, ale uzyskał on legitymację do reprezentowania i wypowiadania się w sprawach żywotnych dla narodu polskiego i jego przyszłości.
- Tylko Józef Piłsudski, cieszący się wielką popularnością, mógł rozładować napięcia społeczne i stworzyć reprezentację przedstawicieli różnych opcji politycznych, z której można było powołać rząd prawdziwie narodowy.
• Rozwój wydarzeń politycznych na ziemiach polskich nabierał tempa. W nocy z 6 na 7 listopada 1918 r. w Lublinie, powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, z Ignacym Daszyńskim jako premierem na czele. Od października w Krakowie rządziła Polska Komisja Likwidacyjna, zaś w kilku ośrodkach zaczęły tworzyć się rady delegatów robotniczych. To wszystko trzeba było ogarnąć i uporządkować, jednoznacznie określając główny ośrodek decyzyjny – władzę. 9 listopada 1918 r. Józef Piłsudski opuścił ogarnięty falą rewolucyjnych wystąpień Berlin. Kiedy w niedzielę, 10 listopada 1918 r., o godz. 7.30 Józef Piłsudski wysiadał na dworcu wiedeńskim w Warszawie, stało się jasne, że historia zatoczyła koło i wszyscy są świadkami otwarcia nowego rozdziału w dziejach Polski. Tłumy warszawiaków zgromadzone przed kwaterą Piłsudskiego na ulicy Moniuszki, uniesione patriotycznym nastrojem tej wyjątkowej chwili, swym gorącym powitaniem jednoznacznie opowiedziały się za tym, który posiadł „rząd dusz”.
- Jak mało kto, Piłsudski spełniał wymogi sternika tej swoistej łódki na wzburzonym oceanie wydarzeń kończącej się wojny światowej, szalejących ruchów rewolucyjnych, wyczerpania społeczeństwa kilkuletnią wojną i zwykłą biedą. Ktoś musiał dać nadzieję na lepszą przyszłość. W tej sytuacji znakomicie spisywał się Józef Piłsudski, który – jak sam twierdził – był zwolennikiem romantycznych celów osiąganych poprzez pragmatyczne środki. Sprawił, że wreszcie coś w najnowszej historii nam się udało...
A co Pani mogłaby powiedzieć o kulturze języka polskiego używanego przez Marszałka? Sloganem przecież stało się to jego sławetne stwierdzenie: "Wam kury szczać prowadzić a nie politykę robić".
• W tym momencie otworzył Pan prawdziwą puszkę Pandory. Znanym szeroko było jego dosadne i dość rubaszne poczucie humoru. W przypadku wojny jak najbardziej usprawiedliwione, a mające niejednokrotnie zbawienny wpływ na morale otoczenia. Z ciężko rannych legionistów zwykł był żartować:
- „Czego krzyczysz... tylko noga? A tamtemu głowę urwało i nie krzyczy, a ty o takie głupstwo...”
Dosadność żołnierskiego języka będąca tak często swoistym wentylem bezpieczeństwa, dającym upust emocjom silnie gromadzącym się w sytuacjach kryzysowych. Marian Żebrowski 7 Pułku Ułanów Lubelskich, który w dramatycznych dniach zamachu majowego pełnił służbę przy telefonie w Sulejówku, przytacza nam przykład jednego z takich "wybuchów" podczas rozmowy telefonicznej Marszałka. Mówił, że szczególnie dobrze ją sobie zapamiętał i był czerwony niczym burak, bo takie niecenzuralne słowa padały... Aż podobno był tak zdenerwowany, że spocił się jak mysz... Tak, Marszałek znany był z tego, że potrafił też zbesztać – nie tylko towarzyszy broni - dość „grubymi” i dosadnymi epitetami... Na rady ochrony osobistej o większą ostrożność, odpowiadał, że „w Polsce żyje i sam własnej d... upilnować potrafi".
- Był zatem grubianinem?
• Nic bardziej mylnego. Kto czytał jego wspomnienia, przemowy, korespondencję czy prace publicystyczne, musi stwierdzić ze potrafił być człowiekiem wielkiej kultury i z wprawą posługiwać się pięknym, literackim językiem. Józef Piłsudski był wielbicielem twórczości Juliusza Słowackiego. Nieraz cytował wiersze poety w okolicznościowych przemówieniach. Potwierdza to chociażby przemówienie przy składaniu prochów poety do grobów wawelskich, wygłoszone 28 czerwca 1927 roku. Przemowę Piłsudski zakończył pamiętnym rozkazem: „W imieniu rządu Rzeczypospolitej polecam panom odnieść trumnę do krypty królewskiej, by królom był równy”.
- Skąd wiec te wspomniane "wtręty" niskiego lotu? Po części zapewne mogły być wynikiem zwykłych emocji, a Piłsudski był człowiekiem pobudliwym, z drugiej zaś, nawyków wyniesionych z wojny czy konspiracji. Mógł to być także świadomy zabieg retoryczny?
• Dosadne zwroty mają wtedy sens, gdy wyrażają pewne emocje, bądź pod ich wpływem są wypowiadane, nie mogą jednak być nadużywane i stosowane niczym znaki interpunkcyjne. Mają one wówczas moc i nie przysparzają mówcy miana człowieka nieokrzesanego, a takim Józef Piłsudski z pewnością nie był.
- Powróćmy zatem do początków budowy II RP. 10 listopada 1918 roku opuścił więzienie Magdeburgu i przybył do Polski. Rada Regencyjna powierzyła mu władzę wojskową, a następnie cywilną. Rozpoczął wielkie porządkowanie polskiej sceny politycznej. Doprowadził najpierw do powstania rządu Jędrzeja Moraczewskiego, a następnie, w wyniku porozumienia z działającym w Paryżu Komitetem Narodowym Polskim, rządu Ignacego Paderewskiego. Sam 22 listopada 1918 roku objął stanowisko Tymczasowego Naczelnika Państwa.
Odradzające się po 123 latach niewoli młode państwo polskie walczyło w tym czasie o swe granice ze wszystkimi sąsiadami. Piłsudski konsekwentnie realizował swoją koncepcję państwa federacyjnego.
• W latach 1919-1920 dowodził działaniami w wojnie polsko- radzieckiej jako Naczelny Wódz i Naczelnik Państwa. 19 marca 1920 roku został nominowany na Pierwszego Marszałka Polski. Jego geniusz strategiczny doprowadził do walnego zwycięstwa młodej armii polskiej nad bolszewikami. Gdy w sierpniu 1920 roku dotarła pod Warszawę czerwona zaraza, Piłsudski stanął przed największym wyzwaniem i podjął ogromne ryzyko. Wojnę rozstrzygnął mistrzowskim manewrem nad rzeką Wieprz, który sam wymyślił i przeprowadził. Dzięki czemu ocalił nie tylko Polskę, ale może także całą Europę. To był ten słynny „cud nad Wisłą”. Nazywano go wtedy „Dziadkiem”, do dziś jest symbolem zwycięstwa nad bolszewikami.
- Dlaczego Dziadkiem? Przecież nie był jeszcze tak stary?
• Naczelnik państwa, twórca niepodległej Polski, nosił się jak dziadek. Ubrany w przydługi szary płaszcz, „furmańską” maciejówkę, mundur „wygnieciony, obsypany popiołem z papierosów” Nieraz go widziałam, gdy po parku się przechadzał, zgarbiony taki, czasem w niebo popatrzył… Ochrona jakaś była, ale tu przecież wszystko otwarte, nieogrodzone, cały ten park, dom. Można było podejść do samych drzwi, przez okno zajrzeć…
- A dzisiaj, to byle który tak zwany „vip” - zaraz mur wkoło domu buduje!
• Wszyscy podkreślają, że Piłsudski roztaczał wokół siebie nieokreślony magnetyczny czar, że zjednywał sobie otoczenie bezpośredniością i humorem. Bywało, że po jednej rozmowie z Piłsudskim adwersarz stawał się jego zwolennikiem. Szkoda, że nasi politycy zapominają, iż największe zwycięstwa zawdzięczał Piłsudski umiejętności znalezienia wspólnego języka z ludźmi różnych opcji i formacji. Szkoda, że pamiętają go chętniej w roli dyktatora, a nie człowieka skromnego i odważnego, który po Warszawie chadzał piechotą. Te spacery bez ochrony po stołecznych ulicach wyglądają dzisiaj jak kosmiczna abstrakcja. Ktoś mógłby powiedzieć, że czasy były inne. Tak, inne. Broń można było dostać łatwo, a mord polityczny był bardzo popularnym narzędziem rozwiązywania konfliktów w całej Europie.
- Piłsudski to wyjątkowa postać. Pamiętam, że oprócz pięknych kobiet kochał konie, a o jego ulubioną klacz Kasztankę malowano na płótnie i utrwalano w piosenkach. Ale Jego życie osobiste zostawmy na później. Powróćmy do wielkiej polityki. Do 1921 roku był Naczelnikiem Odrodzonego Państwa Polskiego. Wraz z uchwaleniem konstytucji marcowej z 1921 roku, stracił swoją funkcje na rzecz prezydenta. Jak oceniał projekt pierwszej ustawy zasadniczej II RP.
• Bardzo krytycznie. Pozwolę sobie tutaj zacytować jego słowa. „Ja tego, proszę pana, nie nazywam Konstytucją, ja to nazywam konstytutą. I wymyśliłem to słowo, bo ono najbliższe jest do prostituty. Pierdel, serdel, burdel.” Tak opisywał konstytucję jak i całą sytuacje polityczną okresu "sejmokracji": „...Polska to jeden wielki kołtun, trzeba przedtem dobrze grzebieniem ten kołtun rozczesać, aby każdy włos był z osobna, a wtedy może da się kosę zapleść.”
- Wtedy właśnie Marszałek zrozumiał, że polityczna scena w Polsce zmienia się radykalnie. Nienawistna Piłsudskiemu endecja dogadywała się z PSL "Piast", którego przywódca Wincenty Witos uznał, że Marszałek skończył się jako polityk....
• Tak. Wycofał się z polskiego życia politycznego w 1923 roku, mając przeświadczenie, że swoje zadanie wykonał i że udaje się do swego ukochanego Sulejówka na zasłużony odpoczynek.
Tymczasem sprawy II RP komplikowały się coraz bardziej na wielu płaszczyznach. Polska przeżywała kryzys polityczny, rządy sejmokracji powodowały niebywałą rotację gabinetów rządzących. Polska poniosła porażkę na arenie międzynarodowej. Nasi sojusznicy znad Sekwany zapominając o swoich obietnicach podpisali z Niemcami - godzący w Polskę - traktat w Locarno. Trwała wojna celna z Niemcami. W zaistniałej sytuacji prezydent Stanisław Wojciechowski powierzył misję stworzenia rządu po raz kolejny Wincentemu Witosowi. To wydarzenie odbiło się głośnym echem w stolicy. Witos nie był nowicjuszem, już raz miał swoją szansę, którą niewłaściwie wykorzystał. Pełnił funkcje premiera już w 1923 roku i wtedy wydał swój słynny rozkaz strzelania do demonstrujących robotników w Krakowie. Polała się krew, co w końcu doprowadziło do dymisji jego gabinetu.
- Piłsudski przebywał na politycznej emeryturze w Sulejówku od 1923 roku. Dlaczego czekał aż trzy lata, żeby obalić układ
rządzący?
• Tego nie da się logicznie uzasadnić. Przewrót majowy w 1926 roku to trochę przypadek. Nic takiego się wówczas nie stało, co uzasadniałoby tak gwałtowne wystąpienie. Jednak Piłsudski potrafił świetnie rozpoznać nastroje. Od 1923 roku sytuacja się stabilizowała. Było widać, że Polska radzi sobie coraz lepiej w systemie parlamentarnym. Piłsudczycy patrzyli na to z boku i urabiali tej demokracji gębę. Czekali na odpowiedni moment, aż nastroje znużenia porządkiem demokratycznym będą się pogłębiać. Urabiali opinię, że powrót Piłsudskiego do władzy jest konieczny, bo państwo może się zawalić.
- Czy marszałek Piłsudski rzeczywiście cieszył takim mirem w wojsku, jak głosili jego zwolennicy, niosąc mu „w bojach zaprawione szable”? Przebieg zamachu majowego tego nie potwierdził.
• Wojsko było podzielone, ale była w nim zwarta grupa zdecydowanych na wszystko piłsudczyków. Gdy podczas zamachu Piłsudski rozmawiał z prezydentem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego, teoretycznie mógł się jeszcze wycofać. Jemu nic nie groziło – był legendą. Ale wojskowi, którzy się zbuntowali i wyprowadzili oddziały na ulicę, nie mieli już odwrotu. Klęska zamachu oznaczałaby dla nich co najmniej areszt i degradację.
- Ale przed zamachem, jadąc do Rembertowa na manewry, Piłsudski powiedział, żonie, że wróci na czternastą na obiad…
• Bezsprzecznie wiadomo, że nie przewidywał walki, krwawego zamachu stanu. Miała to być tylko zbrojna manifestacja, która umożliwiłaby mu powrót do władzy. Nie wiadomo, co konkretnie Piłsudski chciał osiągnąć. Na pewno pragnął zmusić Wojciechowskiego do ustępstw. Raczej nie liczył, że zostanie od razu mianowany premierem. Chodziło o stworzenie precedensu, złamanie prezydenta. Gdyby Wojciechowski uległ, otworzyłoby to drogę do takich ingerencji w przyszłości. Piłsudski nie musiałby już wyprowadzać wojska na ulice, ale mógłby mówić „na to nie pozwalam”.
- Wojciechowski jednak nie ustąpił i stał się autentycznym przywódcą obozu rządowego.
• Zwyciężyło poczucie odpowiedzialności, legalizmu – że nie można dopuścić do tego, aby młoda i krucha państwowość została zniszczona anarchiczną działalnością. Wątpię, czy prezydent miał świadomość, do czego to prowadzi. Po kilku dniach walk o Warszawę, kiedy się okazało, że jego sprzeciw nie powstrzymał biegu wydarzeń, ustąpił. Także Witos wykazał wielką klasę i uznał, że byłoby zbrodnią przeciąganie tej sytuacji.
- Dlaczego politykom obozu rządowego zabrakło determinacji do walki? Przecież prawo, konstytucja były po ich stronie…
• Bardzo istotna była ocena sytuacji międzynarodowej. Widziana z dzisiejszej perspektywy wygląda ona o wiele lepiej niż w oczach współczesnych, którzy mieli poczucie, że to państwo jest cudem chwili, który może lada chwila prysnąć. Wojna domowa w Polsce mogła dać Niemcom i Rosjanom okazję do rewanżu za niedawne upokorzenia. Konflikt wewnętrzny ma też to do siebie, że nikt nie wie, jak się potoczy, jak się zachowają masy. Słabością obozu rządzącego było poczucie braku poparcia społecznego i moralnego prawa do obrony dotychczasowego porządku. Jego przedstawiciele zdawali sobie sprawę ze słabości niektórych rozwiązań demokratycznych i z tego, że ta demokracja jest niepopularna. Ponadto nie mogli się mierzyć z legendą Piłsudskiego. Witos, mimo że był mężem stanu, miał prawie wyłącznie chłopskie zaplecze społeczne. Nie mógł zjednoczyć społeczeństwa. Także endecja nie miała lidera, który mógłby porwać masy.
- Jak piłsudczycy realizowali jedno z głównych haseł zamachu majowego – sanacji moralnej państwa?
• To było hasło wypowiadane na łamach peryferyjnych, elitarnych pism przez środowisko skupione wokół Adama Skwarczyńskiego. Opierało się na przekonaniu, że Polska będzie całkowicie przebudowana. Powieje nowy wiatr, zbudujemy nową rzeczywistość opartą na porządku moralnym. Później okazało się, że zwycięża pragmatyka sprawowania władzy. Hasło sanacji moralnej pozostało szyldem, ale zabrakło woli codziennego działania.
- Zamach majowy Piłsudskiego poparło wiele środowisk: PPS, radykalni ludowcy, a nawet komuniści. Z nadzieją przyjęły go także mniejszości narodowe. Nie minęły dwa, trzy lata i większość tych środowisk wzięła rozbrat z Piłsudskim. Dlaczego marszałek nie próbował ich przy sobie zatrzymać? Mało tego, powołał własną partię-antypartię BBWR, która była zlepkiem ludzi o rozmaitych orientacjach politycznych.
• Środowisko, które jest przekonane o słuszności swojej wizji państwa i zasad rządzenia, czasem korzysta z poparcia takich czasowych sprzymierzeńców, ale nie uważa, że powinno wykonywać na ich rzecz jakieś koncesje. Utrzymanie poparcia PPS wymagałoby radykalizacji polityki społecznej i gospodarczej. Utrzymanie poparcia Ukraińców wymagałoby koncesji w sprawach, które budziły kontrowersje polskiej opinii publicznej. Szukanie sprzymierzeńców wiązało się z ustępstwami, na co Piłsudski nie chciał się zgodzić. Choć nie miał konkretnego programu, miał filozofię stosunków w państwie. Jeśli chodzi o kwestię mniejszości, uważał na przykład, że język polski ma być językiem państwowym. Powodowało to konsekwencje prawne, chociażby w sprawie szkół. Z punktu widzenia idei nieskrępowanej wolności, praw mniejszości, ustanowienie języka państwowego - może być traktowane jako symptom dyskryminacji. Ale doświadczenia historyczne pokazują, że taka polityka zapewnia spoistość państwa, jego sprawne działanie. Język państwowy może, ale nie musi być oznaką narzucania obcej kultury.
- Czy w Drugiej Rzeczypospolitej pod rządami sanacji były przestrzegane elementarne prawa? Jeśli porównamy gazety – dajmy na to – z roku 1926 i 1935, zauważymy, że w tych pierwszych była jakaś debata, krytyka władzy, a w tych drugich prawie wyłącznie peany pod adresem rządzących. Opozycyjna prasa ukazywała się z białymi stronami po skonfiskowanych artykułach albo wcale. Czy to było normalne?
• Polemizowałabym z ta wizją. Znam gazety z lat trzydziestych, także opozycyjne, i twierdzę, że debata tam jednak była. Podobnie jak krytyka władzy.
- A obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej? Od czerwca 1934 roku każdy obywatel, który naraził się władzy, mógł zostać tam zesłany bez wyroku sądowego. W Berezie bito więźniów i stosowano wobec nich wymyślne szykany....
• Nie bronię Berezy. To przykład bezradności Piłsudskiego i jego ludzi w obliczu problemów, z jakimi borykała się Polska. Obóz powstał po zabójstwie ministra Bronisława Pierackiego dokonanym przez Ukraińców Miało to być coś tymczasowego, krótkotrwałego. Bereza przetrwała, bo stała się użyteczna dla elity rządzącej, która nie potrafiła sobie radzić z konfliktami. Kto trafiał do Berezy? Komuniści, ukraińscy nacjonaliści, radykalni narodowcy. Byli to ludzie, którzy w oczach przeciętnego Polaka uchodzili za wywrotowców, nie budzili sympatii ani współczucia.
- Mówiąc o Piłsudskim, używa Pani słów „polityk tragiczny”. Dlaczego?
• Mówię „tragiczny”, bo to casus człowieka, który ma świadomość swej bezradności. Od pewnego momentu Piłsudski był przekonany, że jest jedynym gwarantem ładu moralnego w Polsce. Tracił zaufanie do swoich współpracowników i w ogóle wiarę w ludzi, nabierał przekonania o ułomności ludzkiej natury. Umierał w poczuciu podwójnego osamotnienia: samotności przemijania i takiej, że nie wychował następców zdolnych pociągnąć jego dzieło. Jednocześnie nie miał chyba poczucia, że nie wypracował rozwiązań instytucjonalnych, bo lekceważył tę sferę polityki. Wierzył w siłę ludzkich charakterów, co okazało się wielkim złudzeniem. Dlatego system piłsudczykowski okazał się tak nietrwały politycznie. Sanacja rządziła do 1939 roku, ale po śmierci Piłsudskiego podzieliła się, a potem, obwiniana o klęskę wrześniową, rozpadła się jako obóz polityczny. Pozostało po niej wychowanie części młodego pokolenia w etosie służby dla kraju, co ujawniło się w czasie wojny w Armii Krajowej, Szarych Szeregach.
- W jakim kierunku poszłaby Polska, gdyby nie doszło do zamachu majowego?
• Moim zdaniem, demokracja by się nie utrzymała. Sukces Piłsudskiego polegał na tym, że wyczuł słabość demokracji, która miała więcej krytyków niż powodów do krytyki. Wyolbrzymiano zjawisko korupcji, odmalowywano czarny obraz. Różne środowiska brały w tym udział. Kryzys demokracji musiałby się jakoś uzewnętrznić. Najprawdopodobniej do głosu doszedłby sfanatyzowany nacjonalizm w wydaniu młodej endecji.
- Czy nie będzie nietaktem, jeżeli zapytam panią o kobiety w życiu Marszałka. To znaczący temat, a fakty mało znane...
• Nie. Swoją pierwszą miłość Leonardę Lewandowską poznał w 1889 roku podczas zsyłki w Kiereńsku na Syberii. Była od niego starsza o sześć lat. Z jej listów do ukochanego wyłania się obraz czułej nadwrażliwej kobiety z widoczna depresją. Po roku Leosia wyjechała do Kijowa, Piłsudski wciąż pozostawał na zesłaniu. W jego życiu pojawiły się inne kobiety. Młodzieńcza miłość nie wytrzymała próby czasu. Jego listy do niej stawały się coraz chłodniejsze. Po odbyciu kary nie pojawił się u niej nawet z kurtuazyjną wizytą. Ona na wieść o jego ślubie w 1901 roku targnęła się na życie.
Wybranką serca była „Piękna Pani”, przyciągającą spojrzenia mężczyzn. Nazywała się Maria Koplewska, była rozwiedziona z inżynierem Marianem Juszkiewiczem. Początkowo przyjaźniła się ona z Romanem Dmowskim, później kiedy zaangażowała się aktywniej w działalność PPS większość swojego czasu spędzała z Piłsudskim. Tak narodził się, trójkąt miłosny. Przyszli mężowie stanu nie znosili się nawzajem.
- Zastanawiające jest czy ta animozja nie była przypadkiem odbiciem ich zaciekłej rywalizacji o piękną kobietę.
• W tej rywalizacji zwycięstwo odniósł „Ziuk” - tak nazywano Piłsudskiego. Właśnie on poślubił Marię 24 marca 1899 roku, wcześniej zmieniając swoje wyznanie z katolickiego na ewangelicko-augsburskie. Podobno w 1916 roku wrócił do katolicyzmu, ale to pozostaje kolejną nie rozwiązaną zagadką w jego życiorysie. Mówiono, że „Piękna Pani”, związana z Marszałkiem, nadal darzyła uczuciem Dmowskiego.
- W 1906 Ziuk poznał Aleksandrę Szczerbińską. Wyznał jej miłość, związał się z nią i poślubił 25 października 1921 roku, w dwa miesiące po śmierci żony Marii. Z owego związku przyszły na świat dwie córki, które Marszałek uwielbiał. Wandzie nawet obiecywał koronę polską...
• Trudne to było macierzyństwo, jak i trudny związek, bowiem pierwsza żona Piłsudskiego nie chciała dać mu rozwodu. Wyrazem jego ogromnej troski i miłości do córki oraz jej matki, może być testament spisany przez niego 10 marca 1919 roku. Oto wybrane fragmenty: "Wszystkie kapitały, jakie do mnie w chwili śmierci będą należały... zapisuję na wyłączną własność córce mojej, najdroższej Wandzi, urodzonej z Aleksandry Szczerbińskiej... Córkę moją Wandę, urodzoną z Aleksandry Szczerbińskiej uznaję niniejszym aktem jako swoją i jeżeli do chwili śmierci mojej nie zdążę zalegalizować stosunku mego do niej, upraszam i nakazuję opiekunom nad małoletnią córką moją Wandą.... by córka moja Wanda, urodzona z Aleksandry Szczerbińskiej miała prawo nosić należne jej nazwisko Piłsudskich, co było, jest i będzie mojem najgorętszem pragnieniem...”
W 1920 roku urodziła się druga córka Jadwiga. Aleksandra nie mogła jednak wyjść za mąż za Piłsudskiego, ponieważ jego żona Maria Juszkiewicz, nie zgodziła się na rozwód. Ślub odbył się dopiero 25 października 1921 - jak wspomniałam wcześniej - już po śmierci Marii, kiedy Józef Piłsudski był Naczelnikiem Państwa. Oboje mieszkali w willi Milusin w podwarszawskim Sulejówku. Ze wszystkich wspomnień, notatek i opisów wynika jednoznacznie, że obie córki Piłsudski obdarzał gorącym uczuciem, jednak wychowywała je głównie matka, co nie odbiega zresztą zbytnio od modelu wielu polskich rodzin do dziś.
- Czy Marszałek wspominał jeszcze inne, trudne miłości swojego życia?
• Największe kontrowersje budził jego romans z dr Eugenią Lewicką. Piłsudski poznał się wiosną 1924 r. podczas pobytu na kuracji w Druskiennikach. Młodsza od Marszałka o 30 lat, lekarka, specjalizująca się w fizjoterapii, entuzjastka sportu i leczenia niekonwencjonalnymi metodami, była także kobietą wielkiej urody, o delikatnych rysach twarzy i okalających ją ciemnych włosach. Urodziła się w polskiej szlacheckiej rodzinie na Ukrainie w roku 1896. Polityka nigdy ją nie interesowała, prawdziwą jej pasją była nauka.
Latem 1925 roku Piłsudski przebywa w Druskiennikach już sam. Od tego momentu doktor Lewicka, zaczyna odgrywać dużą rolę w życiu Marszałka. Jej towarzystwo tak było miłe Piłsudskiemu, że nawet w roku przewrotu majowego nie zrezygnował z wypoczynku w Druskiennikach. Często widywano ich razem, rozmawiających i spacerujących nad Niemnem. Gdy w grudniu 1930 roku Piłsudski wyjeżdża na Maderę, towarzyszą mu tylko dwie osoby: płk dr Wojczyński i dr Lewicka. Z nieznanych powodów Eugenia wraca wcześniej do kraju. Po jej przyjeździe, miała ją odwiedzić Aleksandra Piłsudska, żona Marszałka, niestety nic nie wiadomo o jej przebiegu. Pozostają tylko spekulacje, według których mogło dojść do konfrontacji obu pań, ze względu na krążące po Warszawie plotki.
27 czerwca 1931 roku o 5.00 rano, doktor Lewicką znaleziono zatrutą w Instytucie Wychowania Fizycznego na Bielanach. Po dwóch dniach zmarła nie odzyskawszy przytomności.
- Prasa z niewiadomych przyczyn zachowała się bardzo powściągliwie i elegancko. Nawet nienawidzący Piłsudskiego endecy. Do dziś jednak nie wiadomo, czy to było samobójstwo, czy zabójstwo.
• Na kilka dni przed śmiercią nie wyglądała na osobę zdesperowaną. Jej przyjaciele w śledztwie zeznawali, że do końca nie opuszczała jej pogoda ducha. Marszałek uczestniczył w jej pogrzebie, jako osoba prywatna. Zajął miejsce w tylnych ławkach kościoła na Powązkach, ale wyszedł po 10 minutach.
- Czy mogę zapytać o pani relacje z marszałkiem?
• Plotkowano, że łączy nas coś więcej niż praca. I słusznie. Kochałam go. Platonicznie. I nie wstydzę się tego. Ludzie nie zawsze byli w stanie zrozumieć że mój stosunek do Marszałka był pełen uwielbienia i szacunku. To było wielkie uczucie z mojej strony, ale pełne respektu. Nigdy nie byliśmy kochankami, choć łączyły nas bardzo silne więzi. Myślę, że byłam osobą, na której ramieniu mógł zawsze znaleźć wsparcie kiedy tylko potrzebował. Nie oczekiwałam od niego nic więcej. Wiedziałam co znaczy dla niego rodzina. Do końca pozostałam cichą wielbicielką. Wystarczało mi „ że był”. Przebywając w jego towarzystwie czułam się spełniona. To kobiece myślenie. Wiem o tym. Uwierzy mi pan, lub nie. Uwierzą, lub nie czytający. Przykro mi. Ale to nie ma dla mnie większego znaczenia.
Rozmowę przeprowadził Marek Różycki jr
Na zdjęciach: Kazimiera Iłłakowiczówna i Józef Piłsudski
• • •
JÓZEF KLEMENS PIŁSUDSKI - twórca niepodległości Polski., naczelnik i marszałek, który stanął na czele odrodzonego państwa polskiego urodził się 5 grudnia 1867 roku Zułowie na Wileńszczyźnie, jako czwarte dziecko Józefa Wincentego i Marii Billewiczów. Zmarł 12 maja 1935 w Warszawie.
Już za życia otaczała go legenda i aura bohatera narodowego, ale przede wszystkim był człowiekiem, który ulegał namiętnościom i miewał chwile słabości, zdarzały mu się także błędy. W historii zapisał się przede wszystkim, jako pogromca bolszewików i zaciekły wróg komunizmu.
KAZIMIERA IŁŁAKOWICZÓWNA – ur. 6 sierpnia 1892 w Wilnie, zmarła 16 lutego 1983 w Poznaniu - wielka poetka polska - od roku 1918 pracowała w Warszawie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych jako młodszy referent. W latach 1926-1935 była osobistą sekretarką Marszałka Józefa Piłsudskiego, podlegając służbowo Ministerstwu Spraw Wojskowych. W roku 1936 wraca do Ministerstwa Spraw Zagranicznych jako urzędnik do zadań specjalnych przy Gabinecie Ministra.
Wykorzystując jej znajomość wielu języków, umiejętność pięknego przemawiania zaczęto wysyłać ją do różnych krajów europejskich. Jeździła z wykładami, odczytami popularyzującymi polską kulturę. Równocześnie była propagatorką polskiej myśli politycznej ostatnich lat. Poprzez takie działania chciano zdobyć przychylność opinii publicznej dla naszego kraju. Będąc przez wiele lat bliską współpracownicą Marszałka, propagowała wszystko, co było związane z wizerunkiem Piłsudskiego, polskością, była orędowniczką kierunku polskiej polityki."
http://webcache.googleuse...l&ct=clnk&gl=pl
Inny ciekawy wątek z życia Józefa Piłsudskiego o tym jak czynem zbrojnym i kontrybucją zdobywał środki do walki o wolna Polskę. Powadźmy sobie strzeże że marszałek był człowiekiem czynu i jak mawiał - " Ja też potrafię w mordę bić! "
Józef Piłsudski i napad na pociąg z pieniędzmi !
100. rocznica „Akcji w Bezdanach”
- "Akcja czterech premierów – napad na pociąg w Bezdanach
26 września przypada 100. rocznica „Akcji w Bezdanach” – najgłośniejszego na ziemiach polskich napadu rabunkowego XX wieku. Była to największa tak spektakularna i udana akcja w dziejach polskiego terroryzmu politycznego. Wydarzenia te rozegrały się w podwileńskich Bezdanach, w pobliżu zachowanego do dziś budynku drewnianej stacji kolejowej, zbudowanej w drugiej połowie XIX w. Ale zacznijmy od początku...
Jak wiadomo, Polacy brali aktywny udział w rewolucji 1905 – 1907 r. W 1908 roku przy wsparciu władz austriackich Józef Piłsudski zorganizował w Krakowie szkołę wojskową, gdzie przygotowywano tzw. bojówki – organizacje Polskiej Partii Socjalistycznej.
Polska Partia Socjalistyczna z początku XX wieku przypominała „Solidarność” z początku lat 80. Robotnicy szli na demonstracje wprost z niedzielnej mszy. Piłsudski stworzył etos „wspólnoty ludzi podziemnych”, zwanych „Pokoleniem 1905” lub „Pokoleniem przełomu”. Ludzie ci stanowili później elitę polityczną II Rzeczypospolitej. Wychowani na literaturze romantycznej, brodaci, z nieodłącznym „młodopolskim” papierosem w ustach i artystycznym białym szalem wokół szyi, ciągnęli za sobą - jak pisał Julian Tuwim - tren tajemnicy i legendy. Nie uciekali od walki zbrojnej z brutalnym okupantem.
Po 1905 roku PPS wraz z jej paramilitarną przybudówką – Organizacją Bojową PPS, była bliska śmierci klinicznej. Brak oparcia w zastraszonym społeczeństwie, rewizje, aresztowania, wyroki, katorgi; ludzie mniej wytrwali zaczęli się wycofywać z PPS-u, przeczuwając bliski koniec organizacji dodatkowo otoczonej niewidzialną siecią agentury carskiej Ochrany. W Cytadeli Warszawskiej katowano na śmierć kolejnych konspiratorów. Brakowało pieniędzy na działalność konspiracyjną, druk materiałów agitacyjnych, utrzymanie organizacji, wsparcie więźniów i ich rodzin. Jedynym sposobem zdobycia pieniędzy były napady na rosyjskie urzędy i przedsiębiorstwa.
Przygotowania do akcji
Gdy organizacja zaczęła konać Piłsudski stwierdził, że warto zakończyć jej działalność mocnym akcentem, aby stworzyć wrażenie, że nie kończy ona działalności z powodu wyczerpania i braku sił, lecz przerywa ją celowo, by podjąć walkę w bardziej sprzyjających okolicznościach. Piłsudski wybrał Litwę, bo znał doskonale tamte tereny. W okolicach Wilna najłatwiej było też ukryć większą liczbę ludzi bez wzbudzania podejrzeń. Tutejsza policja miała słabe doświadczenie w ściganiu konspiratorów. Piłsudski wtajemniczył w plan Aleksandra Prystora, doświadczonego konspiratora i późniejszego premiera RP. Żeby zdobyć pieniądze na główną operację, postanowiono dokonać kilku mniejszych napadów rabunkowych.
Aleksander Prystor udał się do Wilna i rozpoczął opracowywanie szczegółów akcji. Rozpoczęły obserwację pociągów na wileńskim dworcu. W pobliskich lasach wyznaczono kilka mieszkań letniskowych, w których miały się znaleźć materiały wybuchowe, broń i narzędzia. Po akcji mieli się tam ukryć zamachowcy wraz ze zdobytymi pieniędzmi. Trwała też praca wywiadowcza – spiskowcy podróżowali pociągami, nawiązywali znajomości z kolejarzami i urzędnikami, penetrowali okolicę torów i sporządzili szczegółowy plan budynku stacyjnego w Bezdanach.
List Piłsudskiego do Feliksa Perla
We wrześniu 1908 roku, przed Akcją w Bezdanach, Józef Piłsudski napisał w liście do Feliksa Perla, współzałożyciela PPS, polskiego działacza socjalistycznego, publicysty żydowskiego pochodzenia:
„Walczę i umrę jedynie dlatego, że w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to ubliża – słyszysz! – ubliża mi, jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy polskości, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze – ja nie mogę! To nie sentymentalizm, nie mazgajstwo, nie maszynka ewolucji społecznej, czy tam co, to zwyczajne człowieczeństwo. Chcę zwyciężyć, a bez walki, i to walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, ale wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. Rozumiesz chyba mnie.
Nie rozpacz, nie poświęcenie mną kierują, a chęć zwyciężenia i przygotowania zwycięstwa. [...] Wiesz, że jedynym wahaniem moim jest, że oto ja zginę przy ekspropriacji i ten fakt chcę wyjaśnić. Pierwsze – to sentymentalizm. Tylem ludzi na to posyłał, tylem przez to posłał na szubienicę, że w razie, jeśli zginę, to będzie naturalną dla nich, dla tych cichych bohaterów, satysfakcją moralną, że ich wódz nie gardził ich robotą, nie posyłał ich jedynie jako narzędzia na brudną robotę, zostawiając sobie czystą. To raz.
Drugie – to surowa konieczność. Moneta! Niech ją diabli wezmą, jak nią gardzę, ale wolę ją brać tak jak zdobycz w walce, niż żebrać o nią u zdziecinniałego z tchórzostwa społeczeństwa polskiego, bo przecież jej nie mam, a mieć muszę dla celów zakreślonych. Chcę właśnie sobą, którego nazywano i szlachetnym socjalistą, i człowiekiem, o którym nawet wrogowie paskudztwa głośno nie powiedzą, człowiekiem zresztą, który ma trochę zasługi w kulturze ogólnonarodowej, podkreślić tę gorzką bardzo prawdę, że w społeczeństwie, które walczyć o siebie nie umie, które cofa się przed każdym batem spadającym na twarz, ludzie ginąć muszą nawet w tym, co nie jest szczytnym, pięknym i wielkim”.
Nieudana próba 19 września
Położone przy linii kolejowej Warszawa – Wilno – Petersburg Bezdany były wówczas cichą małoludną miejscowością. Usytuowanie to właśnie wykorzystał Józef Piłsudski – główny organizator i wykonawca głośnej i długo przygotowywanej akcji napadu na rosyjski pociąg pocztowy, wiozący pieniądze z Królestwa Kongresowego do Rosji.
Mało znanym jest fakt iż akcja z 26 września była poprzedzona nieudaną próbą. 19 września 1908 r. jedna z grup bojowców wyjechała z Warszawy, zgodnie z planem wymaszerowali z Wilna również pozostali uczestnicy akcji. Dwie z grup wileńskich pobłądziły jednak i dotarły do Bezdan dopiero na pół godziny przed przyjazdem pociągu. Bryczka z bronią i materiałami wybuchowymi również przybyła z opóźnieniem, zaledwie 15 minut przed planowanym rozpoczęciem napadu. W tej sytuacji Piłsudski postanowił wbrew woli części bojowców, odłożyć akcję. Bardzo ryzykowna decyzja, zważywszy na fakt, że nie było możliwości poinformowania grupy warszawskiej, jadącej już pociągiem, który miał być obiektem ataku. Wprawdzie wiedzieli, że akcja ma się rozpocząć eksplozją bomby, ale według planu mieli wyskoczyć na przeciwną niż peron stronę składu i tam zająć stanowiska. Co też uczynili, gdy pociąg zatrzymał się w Bezdanach. Nie usłyszawszy jednak eksplozji, pomyśleli, że to jeszcze nie ta stacja i wskoczyli do odjeżdżającego pociągu. Dlatego też na następnej stacji wykonali te same zaplanowane czynności. Na szczęście nikt się nie zorientował i w dziwnym zachowaniu grupy ludzi nie dopatrzył się niczego dziwnego. Dzięki temu tydzień później powtórzona tym samym schematem akcja, zakończyła się pełnym powodzeniem.
Przebieg akcji
Ogółem w akcji uczestniczyło 20 osób (16 mężczyzn i 4 kobiety). Czterech (z innych źródeł sześciu) uczestników jechało pociągiem, reszta czekała na stacji w Bezdanach. Gdy pociąg przybył na stację, dwie bomby rzucono na wagon pocztowy. Padły strzały, rozległy się detonacje, atakujący otoczyli pociąg. Jeden z zamachowców rozbił telefon i telegraf, po czym zamknął semafory. Obezwładniono obsługę stacji. Drugi zamachowiec z browningiem i bombą w ręku trzymał w szachu przerażony tłum na stacji. Józef Piłsudski, Aleksander Prystor i Tomasz Arciszewski wdarli się do przedziału pocztowego, lecz za pancernymi drzwiami ukryła się eskorta. Piłsudski nie miał już ani jednej bomby. Zdobycz wymykała mu się z rąk. Wówczas Piłsudski podszedł do drzwi i zagroził żołnierzom, że odliczy do dziesięciu i wrzuci bombę. Blef poskutkował. Na „siedem” konwojenci otworzyli drzwi i wyszli z podniesionymi rękami. Rozpoczęto segregację paczek z pieniędzmi, złotem i papierami wartościowymi. Pozostawiono worki ze srebrnym bilonem – każdy z nich ważył 20 kg. Zamachowcy mieli tylko kilkadziesiąt minut do przyjazdu następnego pociągu, wtedy na trąbce zabranej dróżnikowi jeden z bojowców dał sygnał do odwrotu. Była godz. 23.45.
Był to finał sceny żywcem wyjętej z westernu, tyle że rozgrywającej się na małej stacyjce kolejowej w Bezdanach pod Wilnem. W role rewolwerowców wcielili się konspiratorzy Polskiej Partii Socjalistycznej – Walery Sławek, Aleksander Prystor, Tomasz Arciszewski. Po dokonaniu napadu uczestnicy przełożyli pieniądze do worków i rozjechali się w różne strony: jedni popłynęli łodzią po Wilii w stronę Kowna, drudzy poukrywali się w sąsiednich dworach, trzeci – jechali dalej tym samym pociągiem. Część worków z pieniędzmi zakopano w lesie.
Bilans przedsięwzięcia
Łupem bojowników padło ponad 200 tys. rubli, czyli około 100 tys. dolarów w przeliczeniu na ówczesny kurs. W 1908 roku w Europie Wschodniej była to istna fortuna. Pieniądze przeznaczono na powstające w Galicji polskie organizacje wojskowe (Związek Walki Czynnej). W akcji tej pośrednio uczestniczyła także Rosjanka Anna Mielnikowa z Wilna – młodzieńcza miłość Józefa Piłsudskiego (studiowała z nim medycynę w Charkowie). To zresztą właśnie ona pomogła później Aleksandrze Szczerbińskiej (nowej naonczas miłości Piłsudskiego i jego przyszłej żonie) w odkopaniu w lesie ciężkich worków ze srebrnymi monetami i ich przewózce.
Wiadomo, że w czasie akcji po stronie rosyjskiej zginął jeden żołnierz, pięciu, w tym pracowników urzędu pocztowego, zostało rannych. Po stronie polskiej – dwóch uczestników napadu (Czesław Świrski i Cezaryna Kozakiewiczówna) zostało ujętych i skazanych na karę śmierci, którą następnie zamieniono na dożywotnią katorgę. Dodać warto, że oboje wrócili z zesłania po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
Akcja w Bezdanach była jedną z najbardziej zuchwałych i efektownych akcji ekspropriacyjnych, przeprowadzonych przez Organizację Bojową Polskiej Partii Socjalistycznej. Ze względu na uczestników niekiedy nazywana jest „akcją czterech premierów”.
Opr. Witalis Masenas
http://webcache.googleuse...l&ct=clnk&gl=pl
I tutaj polecę ciekawą stronę o Marszałku
http://webcache.googleuse...l&ct=clnk&gl=pl
Cytaty Józefa Piłsudskiego
- Najwyższe wrażenie sprawiały na mnie książki opisujące byt narodów klasycznych - greków i rzymian. Prawdopodobnie dlatego, że były przepełnione szczegółami walk o Ojczyznę i opisami bohaterskich czynów. Oprócz tego byłem rozkochany w Napoleonie i wszystko, co się tego bohatera tyczyło, przejmowało mnie wzruszeniem i rozpalało wyobraźnię. Wszystkie zaś marzenia moje koncentrowały się wówczas koło powstania i walki orężnej z moskalami, których z całej duszy nienawidziłem, uważąjąc każdego z nich za łajdaka i złodzieja. - Józef Piłsudski - "Promień" 1903 r.
- Gdy jestem w rozterce ze sobą, gdy wszyscy przeciwko mnie, gdy wokoło podnosi się burza oburzenia i zarzutów, gdy okoliczności nawet pozornie wrogie moim zamiarom, wtedy pytam się samego siebie, jak by matka kazała mi w tym przypadku postąpić , i czynię to, co uważam za jej prawdopodobne zdanie, za jej wolę, już nie oglądając się na nic. - Józef Piłsudski do Artura Śliwińskiego 4 listopada 1931r.
- Jestem żołnierzem. Kocham żołnierkę i byłem tym, któremu los pozwolił w wielkiej wojnie światowej, gdy wielkie, olbrzymie państwa rzuciły na kartę miliony ludzi, miliardy pieniędzy, cały przepych nowoczesnej techniki, któremu los dał szczęście, żem nie miał w imieniu Polski zginąć w tym tłumie, żem wzniósł ubogi, maleńki domek żołnierza polskiego i nad nim postawił i wywiesił sztandar polski. - Józef Piłsudski - 11 stycznia 1920 r., przemówienie w Lublinie
- W sercach szlachetnych nieszczęście i poniżenie kraju jest zawsze źródłem patriotyzmu. Nie jest to patriotyzm kastowy, patriotyzm, którego się tak często używa jako ładnego parawanika, skrywającego za sobą moralne i społeczne zera i minusy, nie, patriotyzm ten wypływa "ani z soli, ani z roli, ale z tego co mnie boli" - z realnego cierpienia i nieszczęścia ludzi. - Józef Piłsudski - "W sprawie Bronisława Piłsudskiego", 10 maja 1893 r.
- Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie. Podziwu godne jest stałe zjawisko, że te projekty międzynarodowe znajdują tak chętne ucho, no i języki, nie gdzie indziej jak w Polsce. - Cytat pochodzi z książki Józefa Szaniawskiego "Marszałek Piłsudski w obronie Polski i Europy", wydawnictwo Ex Libris 2008 rok.
- Francja ma pieniądze, ale nie chce się bić. Polska nie ma pieniędzy, a chce się bić. Więc dajcie nam pieniądze, a będziemy się bić za was. – J. Piłsudski do ministra spraw zagranicznych Francji L. Barthou, 1934.
- Siła bez wolności i sprawiedliwości jest tylko przemocą i tyranią.
Sprawiedliwość i wolność bez siły jest gadulstwem i dzieciństwem. - J.Piłsudski. Aforyzm pochodzi z wydawnictwa "Les Allies" 1924-25.
- Ilekroć słyszę te głosy rozsądku i trzeźwości, ilekroć spotykałem się z tymi zarzutami romantyzmu, poezji… tylekroć chcę zawołać w odpowiedzi: a jednak ten romantyzm, ta poezja, to szaleństwo zwyciężyły!!! – J. Piłsudski przy okazji nadania mu tytułu doctora honoris causa przez Uniwersytet w Wilnie, 1922.
- Byłem nie tylko „rozumny szałem”, lecz znałem drgnienia serc polskich, na nich się opierałem, serce brałem za instrument i mierzyłem siły na zamiar. – J. Piłsudski przy okazji nadania mu tytułu doctora honoris causa przez Uniwersytet w Wilnie, 1922.
- Jedynie czyn ma znaczenie. Najlepsze chęci pozostają bez skutku, o ile nie pociągają za sobą następstw praktycznych. – J. Piłsudski do korespondenta „Le petit Jurnal”, 1919.
- Imperializm sprzeciwia się naszej naturze, a ci którzy przypisują nam dążności imperialistyczne nie znają Polski. – J. Piłsudski w wywiadzie dla „Daily Express”, 1920.
- (…)Chcemy obrócić tak daleko koło historii, aby Wielka Rzeczpospolita Polska, była największa potęgą(…)kulturalną na całym wschodzie. – J. Piłsudski w przemówieniu w Lublinie, 1920.
- Siła nie morze liczyć się z tym, co się komu podoba, a co się nie podoba. Gdy frymarczy, gdy zaczyna się wahać, przestaje być siłą. – J. Piłsudski w wywiadzie w „Nowym Kurierze Polskim”, 1926.
- Jeśli mogą być jakieś wahania w wyborze środków, kiedy się chce pozostać w ramach legalności, to nie ma ich tam, gdzie celem jest ocalenie Polski. – J. Piłsudski w wywiadzie w „Nowym Kurierze Polskim”, 1926.
- Nie jestem za dyktaturą w Polsce. Inaczej wyobrażam sobie głowę państwa: trzeba aby miał on prawo szybkiego powzięcia decyzji w zagadnieniach tyczących się interesu narodowego. – J. Piłsudski w wywiadzie dla „La Matin”, 1926.
- Czyż to trzeba być dyktatorem? Jestem człowiekiem silnym, lubię decydować sam. Ale gdy patrzę na historię mojej ojczyzny, nie wierzę – naprawdę – aby można było rządzić w niej batem. Nie lubię bata. – J. Piłsudski w wywiadzie dla „La Matin”, 1926.
- Wytworzyłem całe mnóstwo pięknych słówek i określeń, które po mojej śmierci zostaną, a które naród polski stawiają w rzędzie idiotów. - J.Piłsudski - za B.Urbankowski, Józef Piłsudski - Myśli, mowy i rozkazy, Warszawa 1989
- Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić. - J.Piłsudski. - Do współpracowników po przyjeździe z Magdeburga do Warszawy, 11 listopada 1918, o socjalistycznym rządzie powołanym kilka dni wcześniej.
- Walczę i umrę jedynie dlatego, że w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to ubliża - słyszysz! - ubliża mi jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy polskości, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze - ja nie mogę! To nie sentymentalizm, nie mazgajstwo, nie maszynka ewolucji społecznej, czy tam co, to zwyczajne człowieczeństwo. Chcę zwyciężyć, a bez walki, i to walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, ale wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. (...) Ostatnią moją ideą (...) jest konieczność wytworzenia w każdej partii, a tym bardziej naszej [ PPS-Frakcja Rewolucyjna], funkcji siły fizycznej, funkcji, że użyję tak nieznośnego dla uszu "humanitarystów" określenia (histeryczne panny, nie znoszące drapania po szkle, ale znoszące pranie ich po pysku) funkcji przemocy brutalnej. - J.Piłsudski z listu do Feliksa Perla 1908 r.
- W Polsce wszyscy krzyczą, iż posiadają większość. - J.Piłsudski Odpowiedź dana delegacji PPS i Stronnictwa Ludowego, 2 grudnia 1918
- Tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwóch nogach, udając człowieka. - J.Piłsudski. - Źródło: Naczelny wódz w teorii i praktyce, odczyt z 21 marca 1926
- Religia jest dla ludzi bez rozumu. - J.Piłsudski. Źródło: Str. 26 książki prof. Wacława Jędrzejewicza Kronika Józefa Piłsudskiego (1989), na podst. zapisków w dzienniku jego brata Bronisława
- Pokora i uległość tylko do wzmocnienia i utrwalenia niewoli prowadzi. - J.Piłsudski - Źródło: Walka z rządem, Robotnik nr 10, 24 września 1895
- Polska to jeden wielki kołtun, trzeba przedtem dobrze grzebieniem ten kołtun rozczesać, aby każdy włos był z osobna, a wtedy może da sie kosę zapleść. - J.Piłsudski
- Polacy okazali się kamieniem pleśnią pokrytym, a nie ładunkiem dynamitu. - J.Piłsudski - Przemówienie w Lipnicy Górnej, 30 grudnia 1914
- Ja tego, proszę pana, nie nazywam Konstytucją, ja to nazywam konstytutą. I wymyśliłem to słowo, bo ono najbliższe jest do prostituty. Pierdel, serdel, burdel. - J.Piłsudski - Tak opisywał konstytucję jak i całą sytuacje polityczną okresu "sejmokracji"
- Obcą jest nam wszelka nienawiść plemienna i narodowościowa. Bojownicy wolności wszystkich krajów i narodów są naszymi braćmi. Umiemy hołd oddać wszelkiej wielkiej myśli, w jakimkolwiek języku się zrodziła, umiemy uczcić wszelkiego poetę i myśliciela, jakikolwiek naród go wydał. - J.Piłsudski. Źródło: Z powodu jubileuszu Puszkina, Robotnik nr 31, 4 czerwca 1899
- Myślałem, że wraz z odrodzeniem Polski materialnym i duchowym Polska odradzać się zacznie, że wyzbywać się zacznie tchórzostwa i wyzwalać się zacznie od pracy agentur, że przestanie pracę dla obcych uważać za najrozumniejszą pracę dla Polski. - J.Piłsudski
- Każdy może zostać do nas przyjęty, lecz nie każdy może wśród nas pozostać. - Józef Piłsudski o przynależności do ZS Strzelec
- Ja też potrafię w mordę bić. - J.Piłsudski. Pogróżka dla endecji, która nie chciała dopuścić do władzy Gabriela Narutowicza.
- Głowa moja pełna jest najdzikszych sprzeczności! - J.Piłsudski. - Źródło: Polityka, 14 maja 2005
- Bramy przepastne śmierci dla niektórych ludzi nie istnieją. Świadczą o prawdzie wielkości takiej, że prawa wielkości są inne, niż prawa małości - Józef Piłsudski - Przemówienie podczas ceremonii złożenia trumny z prochami Juliusza Słowackiego na Wawelu.
- Bo ni z tego ni z owego mamy Polskę na pierwszego. - J.Piłsudski
- Towarzysze, jechałem czerwonym tramwajem socjalizmu aż do przystanku "Niepodległość", ale tam wysiadłem. Wy możecie jechać do stacji końcowej, jeśli potraficie, lecz teraz przejdźmy na "Pan"! - J.Piłsudski w odpowiedzi dawnym towarzyszom z PPS na ich prośbę o polityczne poparcie. - Źródło: N.Davies, "Orzeł biały, czerwona gwiazda", Kraków 1997, s.60.
- Takiego Piłsudskiego, jak go przedstawiają moi współcześni, ja nie znam. Nieraz ze zdumieniem czytam, to co o mnie różni ludzie piszą. Są to najczęściej fałsze i brednie... A ja chciałbym, aby coś z prawdy o mnie przeniknęło do potomności.- J.Piłsudski - Źródło: "Niepodległość", z.47, s.345-346.
- Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska. - J.Piłsudski
- Niegdyś spotykaliśmy w Polsce ludzi, twierdzących, że służba dla Rosji jest równoznaczna ze służbą Ojczyźnie. - J.Piłsudski
- Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi. A niepodległość jest dobrem nie tylko cennym, ale bardzo kosztownym. - J.Piłsudski
- Bezsilna wściekłość dusiła mnie nieraz, że w niczym zaszkodzić wrogom nie mogę, że muszę w milczeniu znosić deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o Polsce, Polakach i naszej historii - J.Piłsudski
- Prócz "Kapitału" Marksa, znam książkę nie mniej doniosłą, a mianowicie Trylogię. Niech mi chłopcy z Organizacji Bojowej uczą się z niej strzelać do dwugłowego rosyjskiego orła. -J.Piłsudski
- Ja teraz nie należę do partii, ja należę do narodu - J.Piłsudski 20 XII 1918 do Bolesława Limanowskiego
- Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym. - J.Piłsudski
- Kiedy zdobędę Moskwę, każę na murze Kremla napisać: "Zakazuje się mówić po rosyjsku" - tak wspominał Bogusław Miedziński jedną z rozmów z Józefem Piłsudskim u progu I wojny światowej.
- Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli. - J.Piłsudski - Źródło: Rok 1863, Wstęp, 1924
- W każdym ugrupowaniu ludzkim, w którym kiedykolwiek byłem, byłem uważany za coś w rodzaju heretyka. - J.Piłsudski - Źródło: Pierwsze dni Rzeczypospolitej Polskiej, wykład z 16 listopada 1924
- Trzeba, aby to co było szaleństwem, stało się także rozumem polskim. - J.Piłsudski
- Powoływać się na Kościuszkę, posługiwać się jego imieniem, zachwycać się nim i solidaryzować się z jego ideałami może każdy bezkarnie, bez konsekwencji i kosztów. Bo Kościuszko nie żyje. Kto solidaryzuje się ze mną, musi płacić wysiłkiem, męką, trudem, ofiarą z wolności, z życia. Kiedyś, gdy mnie już nie będzie, będę miał także miliony równie zapalczywych i podobnie nieryzykujących wielbicieli. - J.Piłsudski
- Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi. - J.Piłsudski
- Kto nie był buntownikiem za młodu ten będzie świnią na starość. - J.Piłsudski
- I staję do walki, tak jak poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partyj i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści. - J.Piłsudski - W wywiadzie dla "Kuriera Porannego" o zamachu stanu, który miał być dokonany przez marszałka, odczyt z dnia 11 maja 1926
I na tej stronie wiele ciekawych epizodów z życia Marszałka
http://www.komendant.osen...ssudskiego.html
Kasztanka – klacz Piłsudskiego
Michał Mackiewicz
- "Z żołnierskim życiorysem Marszałka nierozerwalnie związana jest Kasztanka – klacz, którą krakowski ziemianin Ludwik Popiel ofiarował w sierpniu 1914 roku wyruszającym na wojnę strzelcom.
Ułani z 7. Pułku przyprowadzali na imieniny Józefa Piłsudskiego jego ulubioną Kasztankę, którą się opiekowali. Marszałek głaskał ją i czule do niej zagadywał.
Urodzona w 1909 lub 1910 roku klacz została przekazana Piłsudskiemu, który wjeżdżał na niej do Kielc. Potem towarzyszyła Komendantowi na całym bojowym szlaku legionowym. Podobno nie była zwierzęciem dzielnym i bała się ostrzału artyleryjskiego, chociaż przy Piłsudskim zachowywała spokój. Piłsudski nie był zawołanym kawalerzystą i Kasztanki dosiadał stosunkowo rzadko. W okresie legionowym Komendant miał jeszcze jedną klacz, którą podarowali mu ułani Beliny-Prażmowskiego; zwała się Minka, była skarogniada i masywniejsza od Kasztanki.
W przypadku konia wojskowego równie ważny co samo zwierzę jest rząd, a więc siodło, uzda i przedmioty dodatkowe. Początki kawalerii legionowej były trudne, a ułani samodzielnie i nieregulaminowo musieli się zaopatrywać w rzędy. Były więc one rozmaite, w znacznej mierze nie wojskowe, sportowe. Na przykład w zdobycznych kieleckich magazynach udało się pozyskać trochę rzędów rosyjskich. Jak zauważył późniejszy Marszałek: „Biedni ułani! Na siodłach zdatnych do spacerów, niewytrenowani do dłuższych marszów, zajeżdżali konie, siedzenia zbijali na kotlety…”.
Z czasem ułani wszystkich trzech brygad otrzymali regulaminowe rzędy austriackie, m.in. oficerskie siodła wz. 99 i żołnierskie wz. 83. Sam Piłsudski dostał od 1. Pułku Ułanów Beliny-Prażmowskiego nowy kompletny rząd oficerski wz. 99 w 1916 roku w Werchlach. Odtąd używał go aż do końca epopei legionowej.
Podczas wojny z bolszewikami Kasztanka nie towarzyszyła już swemu panu na froncie. W 1922 roku oddana została pod stałą opiekę 7. Pułku Ułanów Lubelskich stacjonującego w Mińsku Mazowieckim. Stamtąd przywożono ją do Warszawy w związku z rozmaitymi uroczystościami, defiladami, rewiami. Często gościła także w Sulejówku. Marszałek po raz ostatni dosiadał Kasztanki w 1927 roku, podczas uroczystości związanych z obchodami święta 11 Listopada; Kasztanka paradowała wówczas w polskim rzędzie wz. 25. To właśnie wtedy, tuż po rewii, Wojciech Kossak wykonał najsłynniejszy jej portret.
Potem klacz była w Warszawie jeszcze tydzień, po czym odesłano ją koleją do Mińska Mazowieckiego. Umieszczona w wagonie sama, bez dozoru, doznała najprawdopodobniej obrażeń i do miejsca przeznaczenia dotarła, leżąc. Mimo wysiłków kilku lekarzy, w tym specjalnie sprowadzanych z Warszawy, Kasztanki nie udało się uratować. Śmierć nastąpiła wskutek „urazu wewnętrznego” (jak stwierdziło lekarskie konsylium). Szczątki klaczy zakopano w Mińsku, natomiast skóra została wypchana i spreparowana. Kasztanka trafiła po śmierci Marszałka do muzeum w Belwederze, a w czasie okupacji znalazła się w Muzeum Wojska Polskiego. Brak należytej opieki sprawił, iż ta osobliwa pamiątka po Marszałku przedstawiała sobą żałosny widok i w latach 50. spalono ją na dziedzińcu muzeum.
Jedna z wersji głosi, iż przyczynił się do tego kolejny marszałek Polski – Michał Rola-Żymierski. Dawny legionista, a potem przeciwnik Piłsudskiego, zdegradowany oficer i więzień sanacji, nie żywił sentymentu do pamiątek po pierwszym Marszałku. Na jego ponoć polecenie Kasztanka została zniszczona. Klacz Piłsudskiego miała dwoje dzieci, Niemna i Merę. Ta ostatnia po śmierci matki otrzymała status „oficerskiego konia służbowego Pierwszego Marszałka Józefa Piłsudskiego”; klacz znajdowała się pod opieką 1. Pułku Szwoleżerów."
http://www.rp.pl/galeria/324566,1,327853.html
Jest już osobny temat o tym, ale jest wart powtórzenia i tutaj by mogło się zapoznać z nim więcej ludzi. Powiem tylko ze Józef Piłsudski chciał przystąpić do wojny prewencyjnej zanim Niemcy urosną w silę , gdy Francja i Czechy odmówiły szukał innego rozwiązania dla zapewnienia bezpieczeństwa Polski.
FRAGMENT KSIĄŻKI JÓZEFA SZANIAWSKIEGO - "MARSZAŁEK PIŁSUDSKI W OBRONIE POLSKI I EUROPY".
Ultimatum dla Hitlera
CYTAT - "Kiedy Adolf Hitler 30 stycznia 1933 r. został kanclerzem, Piłsudski brał pod uwagę możliwość krótkiego i lokalnego konfliktu z Niemcami wiosną 1933 r. Chciał sprowokować Hitlera, aby to Niemcy pierwsi napadli na Polskę.
6 marca 1933 r. polski transportowiec "Wilia" wyładował w polskiej strażnicy na Westerplatte dodatkową, nie przewidywaną w umowach kompanię piechoty. Był to jeden z kroków, jakie marszałek Piłsudski przedsięwziął w celu zamanifestowania zamiaru zdecydowanej obrony zachodnich granic Polski i praw II Rzeczpospolitej w Gdańsku.
W trzy miesiące po dojściu Hitlera do władzy Rzeczpospolita postawiła nagle Niemcom ultimatum. 2 maja 1933 r. w gmachu Kancelarii Rzeszy na spotkaniu z kanclerzem Adolfem Hitlerem polski poseł w Berlinie Alfred Wysocki przedstawił w imieniu marszałka Piłsudskiego alternatywę: albo wojna, albo wyrzeczenie się przez Niemcy żądań rewizji granicy z Polską. Hitler, nie dysponujący jeszcze silną armią, zadeklarował wolę dotrzymania obowiązujących traktatów.
Na zmianę decyzji Hitlera w sprawie kursu polityki wobec Polski miały wpływ liczne narady generałów niemieckich z kanclerzem. Wojskowi wskazywali, iż Niemcy mogą skutecznie bronić przed Polakami tylko 50-kilometrowego frontu i nie mają jeszcze środków do prowadzenia wojny. Między 25 a 30 kwietnia 1933r., na skutek pogłosek o przygotowywanej wojnie prewencyjnej, odbyła się w Berlinie narada z udziałem Hitlera i dowódców Reichswehry. Szef sztabu generał Adam oświadczył, iż Niemcy nie mogą jeszcze prowadzić wojny z Polską.
To mało znany fakt w historii przed wybuchem II wojny światowej. Polska postawiła ultimatum Hitlerowi, a zbrodniczy dyktator musiał się cofnąć. Nie na długo, ale jednak się cofnął przed Polską! Hitler się cofnął, bo rozumiał jedynie język zdecydowanej siły. Cofnął się, bowiem Abwehra donosiła z Polski, że na kresach Rzeczypospolitej w województwach wschodnich Wojsko Polskie odbywa manewry w warunkach bojowych. Na 10 dni przed ultimatum, z osobistym udziałem Marszałka, odbyła się w Wilnie wielka defilada wojskowa, poprzedzona wcześniej manewrami, pozorującymi przygotowania do ataku na Prusy Wschodnie. Równolegle do tych działań Piłsudski podjął niezwykle ważne decyzje w polityce wewnętrznej, co potwierdza, że był zdeterminowany rozprawić się z Hitlerem. Tak więc mianował nowym ministrem spraw zagranicznych pułkownika Józefa Becka, wybitnego oficera polskiego wywiadu, który zadał poważne ciosy Rosji i Niemcom. 18 kwietnia 1933 r. Józef Piłsudski własnoręcznie napisał projekt dekretu prezydenckiego dotyczący sformowania Rządu Obrony i Jedności Narodowej na wypadek wojny z Niemcami. Były w nim przepisy dotyczące utworzenia takiego rządu i ustalenia nowych władz wojskowych i cywilnych. Na oryginale było napisane ręką prezydenta: Zgadzam się. I. Mościcki.
Adiutant Lepecki, przepisując ten projekt, zapytał, czy Hitler ma zamiar napaść na Polskę. Piłsudski odpowiedział: Nawet gdybyśmy na niego napadli, to też byłaby obrona.
Odnośnie do Niemiec Piłsudski w tym czasie powiedział w rozmowie z ppłk. Kazimierzem Glabiszem, oficerem do zleceń Marszałka: "Marzeniem Niemiec jest doprowadzić do kooperacji z Rosją, jak za czasów Bismarcka. Dojście do takiej kooperacji byłoby naszą zgubą. Do tego dopuścić nie można. Mimo ogromnych różnic w systemach i kulturze Niemiec i Rosji trzeba stale pilnować tej sprawy. Na świecie powstały już dziwniejsze sojusze. Jak przeciwdziałać? Zależnie od danej koniunktury: bądź nastraszeniem słabszego, bądź kolejnym odprężaniem stosunków. Gra będzie trudna przy paraliżu woli i krótkowzroczności Zachodu oraz nieudania się moich planów federacyjnych".
Misja we Francji
Opinia Piłsudskiego była słuszna. Zachód był "sparaliżowany" w swej polityce, zapatrzony w niedołężną Ligę Narodów, szukający bezpieczeństwa w wielostronnych, a przez to słabych, porozumieniach międzynarodowych. Brak było dalekich myśli przewidujących rozwój wypadków politycznych w Europie. To będzie stałą cechą polityki europejskiej aż do wybuchu wojny w 1939 r.
W lutym i marcu 1933 r. dwaj specjalni wysłannicy Marszałka, tj. generał Wieniawa-Długoszowski oraz senator Jerzy Potocki, prowadzili kilkakrotnie poufne rozmowy z przedstawicielami francuskich kół politycznych i wojskowych. Celem tych rozmów było wspólne wystąpienie Polski i Francji przeciwko Niemcom przy najbliższej sposobności, tj. natychmiast po naruszeniu przez Niemcy postanowień traktatu wersalskiego. Nie ma pewności, czy propozycja została otwarcie przedstawiona, czy tylko sondowano gotowość sojusznika do wystąpienia antyniemieckiego. Pół roku później w październiku i listopadzie z tajną misją od Marszałka przybył do Paryża słynny poeta i pisarz, a zarazem szara eminencja wywiadu i dyplomacji polskiej Ludwik Hieronim Morstin. Przedstawił on dwukrotnie sprecyzowane polskie plany wojny z Hitlerem w obronie Europy.
Morstin za pośrednictwem szefa sztabu generalnego generała Maxime'a Weyganda postawił rządowi francuskiemu następujące pytania:
1) Czy w razie napaści Niemiec na Polskę Francja zarządzi ogólną mobilizację?
2) Czy skoncentruje wszystkie swe siły na granicy z Niemcami?
Odpowiedź nie była zachęcająca. Skończyło się na obietnicy współpracy sztabowej i zapewnieniu dostaw sprzętu wojskowego i amunicji oraz na mobilizowaniu opinii publicznej. Niestety, francuski partner i sojusznik nie podzielał polskiego stanowiska, wierząc w pokojowe intencje Berlina i lekceważąc możliwości Warszawy. Marszałek Piłsudski mimo odmowy Francji nie zrezygnował z próby wojny prewencyjnej. Nadal uważał, że Polska w tym momencie może taką wojnę wygrać, a przynajmniej wygrać na lokalnym teatrze działań bojowych. W takich właśnie okolicznościach politycznych doszło do słynnej rewii kawalerii polskiej - 70 kilometrów od granicy polsko-niemieckiej.
To wojna!
6 października 1933 r. odbyła się w Krakowie na Błoniach największa w historii Polski defilada kawalerii. Defiladę zarządził i odbierał Marszałek z okazji 250 rocznicy wielkiego zwycięstwa w bitwie pod Wiedniem w 1683 r., kiedy to polski król Jan III Sobieski rozbił potężną armię turecką i uratował chrześcijańską Europę. Ale bitwa pod Wiedniem została stoczona w dniach 11 i 12 września 1683 r., a rewia kawalerii miała miejsce wcale nie w 250 rocznicę, ale miesiąc bez mała później. Rocznica była jedynie pretekstem, w rzeczywistości doszło do koncentracji najgroźniejszych i najbardziej mobilnych jednostek Wojska Polskiego ze wschodnich województw. Były to ogromne manewry nie tylko kawalerii. Chociaż w defiladzie brały udział jedynie pułki jazdy, to pod Kraków ściągnięto też piechotę, artylerię konną, a nawet ze Lwowa najcięższe haubice do burzenia fortyfikacji. Te oddały zresztą salut armatni - 101 salw na cześć króla Jana III Sobieskiego. To też było pretekstem, zwłaszcza że rewię obserwowali ambasadorzy wszystkich państw akredytowani w Polsce, również niemiecki attache wojskowy - osobisty obserwator Hitlera. Defilada w Krakowie była wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Wojsko przybywało na nią tak jak na wojnę - z pełnym oporządzeniem, zapasami amunicji, a nawet lazaretami i kuchniami polowymi. Defiladą dowodził generał Gustaw Orlicz-Dreszer, najbardziej błyskotliwy z generałów Wojska Polskiego, autor przyjętego przez Marszałka planu wojny z Niemcami z 1930-31 roku. W tym samym czasie - 6 października 1933 r.. kiedy na błoniach w Krakowie odbywała się rewia, w garnizonach w całej Polsce generał Dreszer zarządził alarm bojowy. Rozkaz dotyczył 21 spośród istniejących w czasie pokoju 30 dywizji piechoty oraz 11 spośród 13 brygad kawalerii - w sumie około 80 proc. wszystkich dużych jednostek Wojska Polskiego. Przeprowadziły one ćwiczenia sztabowe w miejscu ich przypuszczalnej koncentracji w pobliżu granicy niemieckiej. W tym samym czasie w Katowicach wojewoda Śląski Michał Grażyński otrzymał polecenie, aby "uruchomić" struktury POW po drugiej stronie granicy z Niemcami. (Polska Organizacja Wojskowa POW powołana przez Piłsudskiego, jako formacja konspiracyjna pod koniec I wojny światowej, nigdy nie została rozwiązana.) Między Krakowem a Katowicami nastąpiła 6 października 1933 koncentracja ponad 110 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego w pełnej gotowości bojowej. Kawaleryjskie pułki wzięły udział w defiladzie na Błoniach. Piechota i artyleria czekała na rozkazy uderzenia na Śląsk.
Niemcy wzięli groźbę wojny prewencyjnej poważnie, a na skutek raportów Abwehry wystraszony minister wojny generał von Blomberg wydał 25 października 1933 r. dyrektywę dla niemieckich sił zbrojnych na wypadek wybuchu konfliktu z Polską.
Hitler zrozumiał ponownie język siły, zrozumiał, że Piłsudski jest zdeterminowany, a nawet jeśli Polska wojny nie wygra, to może dojść w Niemczech do gwałtownej zmiany władzy. Był dopiero koniec 1933 r. i Hitler naprawdę nie był jeszcze silny. Co było dalej, opisuje znakomicie pułkownik i minister Wacław Jędrzejewicz:
Po wysłuchaniu informacji polskiego Sztabu Głównego Piłsudski, przetrawiwszy w bezsennych nocach całość zagadnienia, kazał Beckowi wezwać nowego posła w Berlinie Józefa Lipskiego i wysłuchawszy jego opinii o sytuacji w Niemczech, powiedział do Becka: "No co, w takim razie zrobimy próbę". Po czym dał bardzo szczegółową instrukcję posłowi Lipskiemu, który miał z polecenia Marszałka zażądać rozmowy z Hitlerem i przedstawić mu tok myśli Piłsudskiego.
Przyjście do władzy w Niemczech rządu narodowo-socjalistycznego wywołało duże poruszenie w opinii międzynarodowej, zaczęto mówić o możliwości konfliktów zbrojnych. Polska musiała rozważyć potrzebę zarządzeń, które by wzmocniły jej bezpieczeństwo. Jednak Marszałek zaufał. Nim Marszałek przystąpi do zarządzeń, wzmacniających bezpieczeństwo Polski, pragnie lojalnie zapytać Hitlera, czy nie widzi on możliwości zrównoważenia w stosunkach polsko-niemieckich ubytku tego czynnika bezpieczeństwa.
15 listopada 1933 r. Hitler przyjął Lipskiego i odniósł się pozytywnie do sugestii Piłsudskiego. Tegoż dnia wydany został komunikat, w którym, omawiając przyjęcie posła polskiego przez kanclerza, stwierdzono, iż oba rządy zamierzają na drodze bezpośrednich rokowań traktować sprawy dotyczące obu krajów i zrzekają się użycia siły w stosunkach między sobą.
Hitler był w trakcie umocnienia swej władzy w Niemczech i zajęty przede wszystkim sprawami wewnętrznymi. Podchwycił więc wystąpienie Piłsudskiego i przezwyciężając opory we własnym Ministerstwie Spraw Zagranicznych, wystąpił z propozycją podpisania deklaracji o nieagresji, której tekst poseł niemiecki w Warszawie Hans von Moltke przedstawił Piłsudskiemu 27 listopada.
Rozmowa w Belwederze była utrzymywana w formie bardzo uprzejmej. Marszałek zgodził się w zasadzie na propozycję niemiecką i zapewnił, że będzie ona przestudiowana. Wyraził chęć ułożenia, na zasadach przyjaźni, stosunków polsko-niemieckich na przyszłość, ale jednocześnie podkreślił tysiącletnie uczucia Polaków do Niemców w tak ostrej formie, jakiej Moltke nigdy nie słyszał ze strony polskich polityków. Piłsudski zaznaczył, że te uczucia odegrają swoją rolę w ułożeniu nowej polityki z Niemcami, więc nie trzeba jej budować na motywach sentymentu, lecz wyłącznie rozumu.
Deklaracja o nieagresji między Polską a Niemcami zastała podpisana w Berlinie 26 stycznia 1934 r. i obowiązywała na 10 lat, czyli do 1944 r.
Stosunek do tego układu wyraził Piłsudski jednoznacznie: "Ja nikomu nie wierzę, a co dopiero Niemcom! Muszę jednak grać, bo Zachód jest obecnie parszywieńki. Jeżeli nie przejrzy niebawem na oczy i nie stwardnieje, będziemy musieli przestawić się w pracach".
Tak też się stało. Marszałek wydał tajny rozkaz, aby utworzyć niemal konspiracyjne "Laboratorium" kierowane przez generała Fabrycego wewnątrz Sztabu Głównego WP "Laboratorium" miało na bieżąco analizować, które zagrożenie jest aktualnie dla Polski bardziej niebezpieczne - Rosja czy Niemcy. Sam Marszałek stwierdził: "W razie wojny z Niemcami Polska osamotniona najprawdopodobniej nie będzie. Natomiast w przypadku wojny z Rosją zostaniemy pozostawieni sami". Był czerwiec 1934 r. Józefowi Piłsudskiemu pozostał niespełna rok życia. Do wybuchu II wojny światowej pozostało 5 lat. W 1933 r. Europa straciła szansę na uratowanie pokoju."
JÓZEF SZANIAWSKI
"MARSZAŁEK PIŁSUDSKI W OBRONIE POLSKI I EUROPY".
Wydawnictwo EXLIBRIS, Warszawa 2008.
***************************************************************
Ostatnia wojna Marszałka
Tygodnik \"Wprost\", Nr 1148 (28 listopada 2004)
Nawet gdybyśmy napadli na Hitlera, to też byłaby obrona - twierdził Piłsudski w 1934 roku
CYTAT - "Piłsudski chciał wojny. Nikt nigdy nie powiedział tego głośno, ale ci, którzy bacznie śledzili wydarzenia polityczne 1932 i 1933 roku, nie mieli najmniejszych wątpliwości: zagrożona odradzającym się militaryzmem niemieckim Polska sama zmierzała do wojny. W historii ten tajemniczy rozdział nosi tytuł \"polska wojna prewencyjna\" i do dzisiaj nikt nie zdołał wyjaśnić, co było w niej prawdą, a co jedynie legendą.
Był początek lat 30. Po kataklizmie wielkiej wojny świat żył w ramach porządku wersalskiego. Pokonane, upokorzone Niemcy zmuszone zostały do rozbrojenia i utrzymywania niewielkiej, pozbawionej ciężkiej broni, ledwie stutysięcznej armii i płacenia wielkich reparacji. W Europie na gruzach ich klęski pojawiły się nowe niepodległe państwa, a wśród nich odrodzona Polska. Na straży tego porządku i na straży bezpieczeństwa światowego stała Liga Narodów. Wszyscy wierzyli, że ten wielki konflikt był już ostatnią wojną w dziejach świata.
Obraza polskiej bandery
I oto 14 czerwca 1932 r. świat stanął znowu na krawędzi wojny. Tego dnia do portu w Gdańsku miały wpłynąć z wizytą trzy angielskie kontrtorpedowce. Problem polegał na tym, że władze Wolnego Miasta Gdańska, oddanego literą traktatu wersalskiego pod opiekę Ligi Narodów, od dłuższego już czasu realizowały politykę proniemiecką, odmawiając Polsce uznania jej uprawnień. Wśród innych mnożących się szykan tym razem odmówiły Polsce \"port d`attache\", czyli prawa korzystania z portu gdańskiego jako portu macierzystego. Dla marszałka Józefa Piłsudskiego tego było już za wiele. Mógł przez całe lata znosić prowokacyjne treści niemieckich artykułów prasowych uznających Gdańsk za niemiecką domenę, mógł się godzić z obecnością w Gdańsku 10 tys. członków partii hitlerowskiej i jej bojówek, ale z publiczną obrazą polskiej bandery nie umiał się pogodzić. Na tajnej naradzie w Warszawie z dowódcą floty komandorem Józefem Unrugiem i dowódcą kontrtorpedowca ORP \"Wicher\" Tadeuszem Podjazd-Morgensternem zadecydowano, że \"Wicher\" wejdzie do portu gdańskiego i powita dowódcę eskadry angielskiej. Językiem marszałka - \"gdyby władze Gdańska poważyły się na obrazę polskiej bandery\" - ORP \"Wicher\" ma otworzyć ogień na gmachy urzędów gdańskich.
Wziąć Gdańsk za pysk
Tego dnia do wojny nie doszło. Komandor Pridham-Wippel, dowódca brytyjskiej eskadry, powitał dowódcę polskiego okrętu na swoim pokładzie i choć niechętnie, jednak rewizytował okręt polski. Do wojny nie doszło także w następnych miesiącach, gdy na polecenie Piłsudskiego przez hitlerowski Gdańsk jechały do Gdyni na zjazd legionistów polskie pociągi z napisami: \"Czas wziąć za pysk Gdańsk i Prusy Wschodnie\", \"Niech żyje polski Gdańsk\". Wszystkie te incydenty zostały ostro potępione przez Ligę Narodów, lecz jednocześnie ku zaskoczeniu tejże Ligi Narodów proniemiecki Gdańsk już w sierpniu zgodził się na odnowienie dotychczasowych polskich przywilejów w tym mieście. Kryzys wydawał się zażegnany.
Francja nas zdradzi
W tych dniach w zaciszu Belwederu Piłsudski dyktował Józefowi Beckowi słynne zasady polityki zagranicznej. Obok punktów dotyczących potrzeby utrzymywania dobrych stosunków z sąsiadami i lojalnego dotrzymywania sojuszów znalazły się w nich punkty mówiące o niekłanianiu się nigdy i nikomu bez potrzeby, o kategorycznym sprzeciwianiu się decyzjom podejmowanym bez udziału Polski, a wreszcie zasada tzw. pługa śnieżnego, to jest zasada zaczynania akcji od najtrudniejszej strony. Także w tych dniach Piłsudski podziękował przedstawicielom francuskiej misji wojskowej w Warszawie. Prawdziwe powody tej decyzji ujawnił zresztą niebawem w rozmowie z wysokim oficerem francuskim: \"Francja nas porzuci, zdradzi - oto, co o nas myślą, i dlatego mówić to panu jak żołnierz żołnierzowi\".
Pacyfistyczne inklinacje
Następne ruchy marszałka miały wprawić świat w zadziwienie. Oto 2 listopada 1932 r. Piłsudski przyjął dymisję ministra spraw zagranicznych Augusta Zaleskiego, który od sześciu lat z sukcesami reprezentował interesy polskie w Genewie. Jemu zawdzięczała Polska obecność w radzie Ligi Narodów. Jego nazwisko identyfikowano z postępującymi pracami Konferencji Rozbrojeniowej. I nagle ten człowiek został odwołany. Formalnie - z przyczyn zdrowotnych. Jeśli się jednak wczytać w ówczesne komentarze prasy światowej, to się okaże, że dla bacznych obserwatorów sceny politycznej dymisja ta była wynikiem \"nieporozumień z Piłsudskim, wynikających z pacyfistycznych inklinacji Zaleskiego\". Dla wielu nie ulegało też wątpliwości, że minister spraw zagranicznych \"płacił wysoką cenę za incydent z \"Wichrem\", o którym to incydencie sam Zaleski mówił: \"Nie leży w mojej naturze praktykowanie tego rodzaju metod. Muszę jednak przyznać, że w istniejącej sytuacji Marszałek Piłsudski miał szczęśliwy pomysł\". W tajnej historii dyplomacji odnotowano jeszcze kilka szczęśliwych pomysłów marszałka. Pierwszym była nominacja płk. Józefa Becka na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Dla wielu było to świadectwo wojennych planów marszałka. O innych pomysłach świat nie miał się dowiedzieć nigdy.
Na własny sposób
W ostatnich dniach października 1932 r. Jan Bociański, attach� ambasady polskiej w Paryżu, otrzymał od ambasadora Alfreda Chłapowskiego polecenie odszyfrowania tajnej i bardzo pilnej depeszy z Warszawy od Józefa Becka. Został uprzedzony, że o treści depeszy nikt nie może wiedzieć. Treść tej depeszy brzmiała: \"Z polecenia Pana Marszałka Józefa Piłsudskiego uda się Pan Ambasador niezwłocznie do prezydenta Lebruna i wobec definitywnego odrzucenia przez Rząd Francuski inicjatywy Pana Marszałka oświadczy mu, że Pan Marszałek widzi się zmuszony uregulować stosunki z Niemcami na swój własny sposób\".
Ta depesza jest chyba jedynym dokumentem tajemniczej wojny prewencyjnej proponowanej światu przez Polskę. Czy ów \"swój własny sposób\" oznaczał wojnę? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Co najwyżej może przywołać zapisany przez adiutanta Piłsudskiego kapitana Mieczysława Lepeckiego obraz Belwederu z tych dni i marszałka nie śpiącego nocami, bijącego ręką w stół i wykrzykującego w pasji słowa o jakimś bombardowaniu. Może też przypomnieć obraz gorączkującego marszałka, który 11 listopada 1932 roku, w Święto Niepodległości, kazał się zawieźć na plac Piłsudskiego, by osobiście przyjąć defiladę wojskową.
W imieniu marszałka
Tajne rozmowy z politykami francuskimi, dotyczące przygotowywanej wojny, prowadzili prawdopodobnie gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, szef gabinetu marszałka płk Józef Beck i adiutant Jerzy Potocki. Wszystkie odbywały się poza ministerstwami spraw zagranicznych i nikt nie potrafi dzisiaj przytoczyć ich treści. Można się jedynie domyślać, że prowadzący te rozmowy w imieniu marszałka przekonywali, że nieuchronne dojście Hitlera do władzy grozi nowym kataklizmem wojennym.
Zapewne przypominano w nich, że w 1930 r. stan posiadania partii Hitlera wzrósł w Reichstagu z dwunastu do 107 mandatów, by w lipcu 1932 r. osiągnąć już 230 mandatów. Być może przypominano 213 artykuł traktatu wersalskiego, według którego Liga Narodów miała prawo badać naruszanie przez Niemców klauzul traktatu, a uzbrojenie bojówek SA w polskiej interpretacji traktowane było jako nadużycie. Jeśli Hitler nie zgodziłby się na zbadanie sprawy przez Ligę Narodów, świat miałby prawo do interwencji zbrojnej. Być może wysłannicy Piłsudskiego cytowali Francuzom fragmenty wystąpienia Hitlera na zjeździe NSDAP w Bytomiu 18 kwietnia 1932 r., gdzie krzyczał, że przywróci Rzeszy granice sprzed wojny, a zrabowane przez Polskę ziemie muszą wrócić do Niemiec.
Według Piłsudskiego, wojna była tuż-tuż. \"Musi pan pamiętać - mówił do Becka obejmującego stanowisko ministra spraw zagranicznych - że idą czasy, kiedy zachwieje się konwencjonalna struktura życia międzynarodowego, jaka ciągnęła się w ostatnich dziesięciu latach prawie. Formy, do których świat się już prawie, jakby do stałych, przyzwyczaił, kruszeją... I dla nas, dla Polski stanie się problem podejmowania z czasem walki, być może przeciw wszystkim\".
30 stycznia 1933 r. Adolf Hitler wygrał wybory w Niemczech. Już w pierwszych wywiadach udzielanych prasie brytyjskiej nowy kanclerz Niemiec dał wyraz swemu przekonaniu, że \"polski korytarz\" i Gdańsk muszą powrócić do Niemiec i że \"nie ma niczego, co by naród niemiecki odczuł bardziej jako niesprawiedliwość\". W rocznicę traktatu wersalskiego w całych Niemczech flagi zostały opuszczone na znak żałoby, która zdawała się dobiegać końca. Już 20 marca 1933 r. rozpoczął swą działalność obóz w Dachau. Realizował się scenariusz, przed którym ostrzegał Piłsudski; palenia książek, palenia ludzi i groźby podpalenia świata.
14 października 1933 r., co było do przewidzenia, Niemcy opuścili Ligę Narodów i wycofali się z konferencji rozbrojeniowej. 21 października na godzinę 2.00 w nocy marszałek Piłsudski zwołał tajną naradę. Uczestniczyło w niej dwóch przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych i czterech wysokich oficerów. Marszałek raz jeszcze postanowił powrócić do planu wojny prewencyjnej. Tym razem misję we Francji powierzono Ludwikowi Morstinowi, który się blisko przyjaźnił z gen. Weygandem. Marszałek nakazał mu postawić rządowi francuskiemu dwa proste pytania, na które oczekuje odpowiedzi \"tak\" lub \"nie\". Po pierwsze, czy w razie zaatakowania Polski przez Niemcy na jakimkolwiek odcinku jej granicy Francja odpowie ogólną mobilizacją wszystkich sił zbrojnych. Po drugie, czy wystawi w tym wypadku wszystkie rozporządzalne siły zbrojne na granicy Niemiec. Jak poważne były to pytania, może świadczyć fakt, że 25 października Hitler nakazał generałowi Blombergowi natychmiastowe opracowanie planu strategicznego na wypadek wojny prewencyjnej.
Wojna obronna
Rząd francuski pod przewodnictwem prezydenta Lebruna dwukrotnie zebrał się na obrady w sprawie wojny. Po burzliwych dyskusjach zdecydowano: Francja mobilizacji nie ogłosi i sił na granicy nie wystawi. Obiecano natomiast pomoc Polakom w pracach sztabowych, uzbrojeniu i amunicji. Ale o to Piłsudski już nie pytał, lecz wysłał emisariuszy do Berlina.
26 stycznia 1934 r. został podpisany polsko-niemiecki pakt o nieagresji. Pięć lat później rozpoczęła się najkrwawsza w dziejach świata wojna i trwający po dziś spór, czy można jej było uniknąć.
Gdy Piłsudski zlecił swemu adiutantowi Mieczysławowi Lepeckiemu przepisanie na maszynie swego zarządzenia \"Na wypadek wojny z Niemcami\", ten zapytał: \"Panie Marszałku, czy Hitler zamierza na nas napaść?\" - Piłsudski odpowiedział: \"Widzisz, nawet gdybyśmy to my na niego napadli, to też byłaby obrona."
Dariusz Baliszewski
Historyk, publicysta, autor programu \"Rewizja nadzwyczajna\"
******************************************************
Tajny układ Hitler-Piłsudski?
26 stycznia 1934 r. Polska i Niemcy podpisują "de facto" pakt o nieagresji na 10 lat, w którym oba państwa wyrzekają się na ten okres załatwienia sporów drogą siły zbrojnej. Dotychczas fatalne stosunki między sąsiadami zamieniają się w polityczną sielankę. Ożywa wymiana turystyczna i handlowa, gasną spory w Gdańsku. W Kraju część opozycji bije na alarm ( już na pewno obóz narodowy) – o ile pozwalają na to policja, sądy i cenzura. Pakt wywołuje niepokój we Francji, czemu daje wyraz minister Barthou w Warszawie. Nadsekwańska prasa podejrzewa, że pakt o nieagresji zawiera jakieś- niebezpieczne w przyszłości dla Polski i Europy – tajne klauzule. Oczywiście piłsudczycy twardo zaprzeczają...
Kanclerz Rzeszy Adolf Hitler (tyłem) udaje się na nabożeństwo żałobne do kościoła św. Jadwigi.
Pytanie podstawowe: czy było coś na rzeczy, czy istniała tajna umowa Hitler- Piłsudski? Przechodząc do zarysowania wybranych poszlak, napiszmy na wstępie: dziwi fakt, że żaden z bliskich współpracowników Piłsudskiego nie przedstawił nawet w ogólnym omówieniu wytycznych Piłsudskiego co do przyszłości Polski, chociaż zarzekali się, że Marszałek przekazywał je podkomendnym wielokrotnie. Zazwyczaj gadatliwy jak przekupka Felicjan Sławoj-Składkowski w swych wazeliniarskich " Strzępach meldunków" podaje streszczenia licznych przemówień i wypowiedzi Piłsudskiego. Jednak opisując swą wizytę w Belwederze pod koniec 1933 r. (przy obecności generałów: Rydza- Śmigłego, Sosnkowskiego, Norwid-Neugebauera i Fabrycego), w czasie której chory już Naczelny Wódz przedstawił swój polityczny i wojskowy testament, jest zastanawiająco powściągliwy. Pisze jedynie, że Piłsudski zaczął od słów: "Nie liczę na długie życie i dlatego wskazałem wam... Tu następowała długa mowa Marszałka, której nie mogę przytoczyć, ale wywarła ona na nas wszystkich ogromne wrażenie".
Ambasador RP w Niemczech Józef Lipski (z prawej) udaje się na nabożeństwo żałobne do kościoła św. Jadwigi.
Kanclerz Rzeszy Adolf Hitler udaje się na nabożeństwo żałobne do kościoła św. Jadwigi.
Ta tajemniczość specjalisty od wychodków na wolnym powietrzu ( "tęga głowa" według Marszałka) robi wrażenie. Więcej; sfery rządowe czynią wszystko, aby ukrócić wszelkie dywagacje na temat marszałkowych wytycznych ( szczególnie w obszarze polityki zagranicznej). Owszem, wolno było mówić i pisać, że polityka Piłsudskiego była genialna – i tyle! Zbyt głośne drążenie tematu kończyło się "praniem po pysku" lub Berezą. Jednak w Kraju szeptano – nawet przed podpisaniem polsko-niemieckiego paktu. Niedyskrecje antyhitlerowskiej niemieckiej prasy emigracyjnej i publikatorów w Europie Zachodniej zrobiły swoje. Podług pogłosek, tajną częścią polsko-niemieckiej ugody miało być postanowienie wspólnej wyprawy przeciwko Rosji sowieckiej celem zajęcia ziem ukraińsko-białoruskich i utworzenia tam niepodległych państw sfederowanych, czy też skonfederowanych z Rzeczpospolitą. W zamian Piłsudski zrzekał się na rzecz Niemiec Pomorza (podobno brano pod uwagę cały były zabór pruski), ale – tytułem "morskiej rekompensaty" – Polska otrzymywała korytarz przez terytorium Litwy i pewne prawa w Kłajpedzie. Pogłoski te miały mieć potwierdzenie w licznym szeregu polsko-niemieckich aktów dyplomatycznych, wymianie przyjaznych wizyt, wreszcie niejasnych aluzji w przemówieniach obu stron. Pewne jest, że były one z obawą powtarzane na zachodnich kresach Polski- również wśród niższych rangą wojskowych, którzy "w razie czego" deklarowali niezłomną wolę obrony tych ziem. Niechby i wbrew rządowi.
Premier Prus Hermann Goring (w środku) udaje się do samochodu po wizycie kondolencyjnej w ambasadzie polskiej.
2 kwietnia 1935 r. bawi w Warszawie brytyjski minister spraw zagranicznych Antoni Eden. Odwiedza Piłsudskiego w Belwederze. Proponuje Polsce przystąpienie do przeciw-niemieckiego frontu. Umierający Marszałek nie podejmuje tematu. Mamrocze o wojnie polsko-bolszewickiej, generale Denikinie i Lloyd George'u. Jest arogancki, pyta o... "polityczne położenie na Jamajce". Bez komentarza.
Nabożeństwo żałobne w kościele św. Jadwigi, widoczny Kanclerz Rzeszy Adolf Hitler.
Zmiana w polskiej polityce zagranicznej nastąpiła dosłownie na kilka miesięcy przed wybuchem wojny – ściślej pisząc: po ultimatum Niemiec z 21 marca 1939 r. W kwietniu 1939 r. płk Józef Beck jedzie do Londynu ( wyjazd wielokrotnie przekładał; nawet nad Tamizą nie chciał ostatecznie zamykać sobie "furtki do Berlina"). Niemcy jednak idą na całość. Hitler wygłasza w Reichstagu mowę, w której wypowiada pakt o nieagresji. Grzmi: "wobec zawarcia angielsko-polskiego układu gwarancyjnego, pakt jaki zawarłem z Marszałkiem Piłsudskim został jednostronnie naruszony". Fuehrer najpewniej czuł się zdradzony przez następców szanowanego w Niemczech Marszałka. A przecież jeszcze w styczniu 1939 r. przypominał ustami ministra spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachima von Ribbentropa, podczas jego warszawskiej wizyty: "Pakt roku 1934 zawiera w sobie gwarancje, że również wszystkie zagadnienia wynurzające się w toku przyszłej ewolucji wydarzeń, znajdą między naszymi krajami rozstrzygnięcie w tym samym duchu uwzględniającym poszanowanie i zrozumienie obustronnych uprawnionych interesów". Bardzo ciekawe słowa wypowiedziane podczas nudnego oficjalnego bankietu!
Pozostańmy jednak w kwietniu 1939 r.: samobójstwo płk. Walerego Sławka – najwierniejszego z najwierniejszych- popełnione wieczorem tego samego dnia, w którym minister Beck wyjechał do Londynu, a zatem w dniu zupełnego zwrotu w polskiej polityce zagranicznej. Sławek zapewne uznał, że Beck zdradził testament ukochanego Marszałka. Honorowa śmierć zawiedzionego człowieka. Do tego, nawiasem pisząc, bez zaświatowych konsekwencji (pułkownik bynajmniej chrześcijaninem nie był) Wiemy, że stosunek Wehrmachtu, okupacyjnej administracji i wielu hitlerowskich dygnitarzy do śp. Józefa Piłsudskiego był pozytywny. Wystawienie honorowej warty na Wawelu było wyrazem uznania, iż Marszałek był jedynym Polakiem, który dorósł do poziomu współpracy z Niemcami. Motyw ten podczas okupacji wielokrotnie powtarzano. Zresztą, od czasu do czasu, Niemcy "puszczali farbę". Podobno w listopadzie 1939 r. miała miejsce rozmowa między nielicznym gronem Polaków, a pewnym niemieckim generałem. Wojskowy twierdził, że po śmierci Piłsudskiego znaczna grupa jego następców (Rydz-Śmigły!) zdradziła testament Marszałka i zaprzestała realizacji podstawowych klauzul układu. Dobrze poinformowany Niemiec donosił, że nieoficjalne rozmowy na linii Hitler-Piłsudski rozpoczęły się na kilka lat przed 1934 r. (Hitler był już wtedy liczącym się politykiem). W toku wymiany myśli (oczywiście poprzez zaufanych) panowie uzgodnili zasadniczą tezę historiozoficzną, iż w ciągu wieków wał słowiański cofał się na korzyść wału germańskiego (ostatnią próbą odwrócenia procesu były poczynania Romana Dmowskiego w 1919 r. w Paryżu). Hitler miał przekonać Piłsudskiego, że stan "rozcięcia" terytorium Niemiec na odcinku pomorskim jest nie do utrzymania na dłuższą metę. W zamian za polskie ustępstwa na Pomorzu, w Wielkopolsce i na Śląsku, proponował wspomniany "litewski korytarz" i wschodnie połacie I Rzeczpospolitej. Wygląda na to, że dla Piłsudskiego "wschodni obwarzanek" wart był mszy. I na tym zakończmy.
Nabożeństwo żałobne w kościele św. Jadwigi.
Nabożeństwo żałobne w kościele św. Jadwigi, widoczny Kanclerz Rzeszy Adolf Hitler.
Dariusz Ratajczak
Nr 6 (5.02.2006)
Polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji
15 listopada Hitler przyjął nowego posła polskiego, Józefa Lipskiego [9] (Wysocki odszedł z awansem, obejmując ambasadę w Rzymie). W czasie tej rozmowy Hitler znowu „grał zaprzysięgłego pacyfistę”, a wracając do myśli wykluczenia wojny ze stosunków polsko-niemieckich zaznaczył, że „...można by to ubrać w formę traktatową”. [10]
Dość szybko bo już 27 listopada poseł niemiecki w Warszawie, von Moltke [11] został przyjęty przez Piłsudskiego i przedłożył projekt przyszłego układu. Miał od Neuratha instrukcje wykręcenia się od powszechnie w dyplomacji przyjętych terminów i proponował zamiast „paktu” lub „układu” niemieckie Erklarung co znaczy „określenie” lub „deklaracja”. Przejrzawszy projekt Piłsudski zauważył, że stare terminy też mają swoją wartość. Zakwestionował zawartą w projekcie możliwość, w oparciu o układ arbitrażowy z Locarno, odwoływania się do Ligi Narodów; Niemcy wszakże już do niej nie należały.
Z pewnym opóźnieniem, aby Niemcy nie pomyśleli, że Polakom bardzo się spieszy, a więc z zastosowaniem taktyki, ale w tym wypadku przemyślanej i zastosowanej słusznie, 9 stycznia 1934 r. przedstawił Lipski ministrowi Neurathowi polski kontrprojekt przyszłego układu. Zawierał on między innymi poprawkami zgodę na ominięcie terminów „pakt” lub „układ” jak orzekli prawnicy, z punktu widzenia prawa międzynarodowego była to w końcu sprawa bez znaczenia.
26 stycznia 1934 r. w Berlinie ogłoszono polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy w stosunkach wzajemnych obu państw, czyli mówiąc językiem dyplomacji klasyczny pakt o nieagresji.
Deklaracja miała pozostawać w mocy przez dziesięć lat, przy tym dokumenty ratyfikacyjne postanowiono wymienić w Warszawie.[12]
Zresztą o to właśnie chodziło obu stronom, choć każdej z innych powodów. Dla Polski układ z Niemcami miał stanowić ukoronowanie doktryny polityki równowagi, stanowić miał też prowizoryczne zabezpieczenie wobec utraty wszelkich zabezpieczeń ze strony Ligi Narodów, z którą Niemcy po prostu zerwały, a także w związku z niepewnością co do postawy sojuszniczki francuskiej, zachowującej się coraz bardziej dwuznacznie. Dla Niemiec natomiast układ formalny z Polską stwarzać mógł, po opuszczeniu przez nie Ligi Narodów, sytuację poniekąd rechabilitacyjną na arenie międzynarodowej, stanowiąc kamuflażowe świadectwo „najlepszej woli niemieckiej” w uregulowaniu stosunków sąsiedzkich; przyciągać też miał, i chyba przede wszystkim, „oszołomioną dobrodziejstwem” takiego porozumienia Polskę do coraz ściślejszego współdziałania w realizacji hitlerowskich planów zawładnięcia Europą.
Jak pisze Alan Bullock „Niespodziewanym posunięciem Hitlera, które zmieniło w sposób zasadniczy dotychczasową politykę zagraniczną Niemiec, było podpisanie w styczniu 1934 roku paktu o nieagresji z Polską. Jeżeliby szukać państwa, które samym swym istnieniem stanowiło obrazę dla niemieckich nacjonalistów, to była nim niewątpliwie Polska. Po pierwszej wojnie światowej Niemcy utraciły na jej korzyść Poznań, Wielkopolskę i Górny Śląsk, a polski korytarz oddzielał od Rzeszy Gdańsk i Prusy Wschodnie. Polska odgrywała też główną rolę w cordone sanitaire, stworzonym przez Francję wokół Niemiec w Europie wschodniej.” [13]
Kolejnym krokiem Hitlera było zakończenie wojny celnej w marcu 1934 r. zwykłym protokołem. Był to następny pojednawczy gest wobec Polski, aby w ten sposób osłabić sojusz polsko-francuski w czasie, kiedy sam przeciwstawiał się państwom zachodnim i Moskwie oraz rozpoczynał intensywne zbrojenia Niemieckie. [14]
Na linii Berlin-Warszawa zanotowano u schyłku roku dalszy postęp: 1 listopada poselstwa obu stron podniesiono do rangi ambasad.
Warta honorowa przy popiersiu Józefa Piłsudskiego w salach ambasady polskiej .
Francja wystąpiła z projektem rozszerzenia sankcji za łamanie przez Niemcy obowiązujących je traktatów. 16 kwietnia Beck stwierdził wobec forum rady, iż uchwalenie jakiegoś nowego paragrafu sankcyjnego nie wzmoże bezpieczeństwa Europy, skoro nie stosuje się paragrafów już poprzednio uchwalonych.
Dyskretne zadowolenie w Berlinie zmroziła zaraz potem wiadomość, że bezpośrednnio po swym przemówieniu głosował Beck za rezolucją antyniemiecką.( I tak Beck krok po kroku nas wpierdolił w żydokumistyczne łapy)
Akademia w gmachu Politechniki , przemawia rektor oberfuhrer SA Achim von Arnim .
W niedzielę 12 maja 1935 r. o godzinie 20.45 zakończył życie Józef Piłsudski. Natychmiast powiadomiony prezydent Mościcki przyjechał do Belwederu. Beck opuścił pospiesznie kolację pożegnalną u swego odchodzącego na placówkę zagraniczną, dotychczasowego szefa gabinetu Kazimierza Dębickiego. Zwołana bezzwłocznie Rada Ministrów obradowała do północy, po czym też udała się do Belwederu celem złożenia hołdu zmarłemu. [17] Zdecydowała ogłoszenie sześciodniowej żałoby narodowej. W dniu 13 maja w całych Niemczech zarządzono żałobne opuszczenie flag do połowy masztów.
Opuszczone do połowy masztu flagi państwowe Niemiec na budynku Urzędu Kanclerskiego.
Opuszczone do połowy masztu flagi państwowe Niemiec na budynkach rządowych.
P.S. - Adolf Hitler, po obejrzeniu 10 października 1938 r. potężnych umocnień w pobliżu miasteczka Ceske Velenice, które tak hojnie przyznano Niemcom w Monachium, wygłosił przemówienie. Atakował Anglików ("Słabi, dekadenccy, prowadzeni przez zdegenerowaną arystokrację") i Francuzów ("Łacińskie kundle i wazeliniarze"). Nagle wspomniał o Polakach: – Podziwiam Polaków. Nie dają się zastraszyć. Mogę być przyjacielem Polaków i powiadomię mojego dobrego przyjaciela Lipskiego (mówił o polskim ambasadorze w Berlinie), że może na mnie liczyć!
Kłamał? Nie. Wskazywał, w jaką stronę zamierza prowadzić swą politykę, w której Polska odgrywała bardzo istotną rolę. Uważał, że może dogadać się z naszym rządem. Dwa tygodnie później, 24 października 1938 roku, do Berchtesgaden przyjechał ambasador Józef Lipski. W pobliżu tego alpejskiego miasteczka miał swą oficjalną rezydencję Adolf Hitler, a to wskazywało, że wizyta polskiego ambasadora ma znaczenie szczególne.
Wieczorem Lipski spotkał się w restauracji hotelu Grand z Joachimem von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych Niemiec. – Nadszedł czas osiągnięcia porozumienia we wszystkich możliwych sprawach, które powodują rozdźwięki między Niemcami i Polską – zaczął rozmowę Ribbentrop. Potem przedstawił propozycję: Polska odda Gdańsk oraz wyrazi zgodę na wybudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, które połączyłyby Rzeszę z Prusami Wschodnimi. To nie było żądanie, lecz propozycja ugody. Oferował, że w zamian Niemcy udostępnią Polsce podobną trasę drogową i kolejową biegnące przez Gdańsk, wolny port w tym mieście i rynek zbytu na polskie produkty.
Gdyby zatrzymać się na tym etapie propozycji Ribbentropa, można byłoby odnieść wrażenie, że była to szczera oferta. Jednakże Ribbentrop posunął się dalej, wskazując, że Polska powinna dołączyć do paktu antykominternowskiego, czyli proponował Polsce sojusz z Niemcami, Włochami i Japonią przeciwko Związkowi Radzieckiemu! A to stawiało nasz kraj w równym rzędzie z mocarstwami ówczesnego świata.
W przełomowej chwili historii zabrakło nam Naczelnika.
Anglicy przestraszyli się nie na żarty. I zaczęli Polakom obiecywać gruszki na wierzbie, byleby trzymali się z daleka od Hitlera. Problem w tym, że minister Beck w te obietnice uwierzył. Zamiast rozgrywać niemiecką kartę, zamiast robić wszystko, aby storpedować możliwość zbliżenia Niemiec ze Związkiem Radzieckim, zaufał angielskim gwarancjom. Uwierzył, że Anglicy, choć mieli słabą i nieliczną armię i jeszcze słabsze lotnictwo, wyślą je do walki o Gdańsk, choć nie istniały żadne możliwości przerzucenia nawet tych słabych wojsk.
Minister wierzył, że Francuzi, którzy wydawali miliardy na budowę bunkrów Linii Maginota, nie będą tam kryć swoich żołnierzy, ale wyślą ich, aby ginęli w walkach na granicy Niemiec. W ostatniej chwili, gdy w marcu 1939 roku premier Chamberlain, niespodziewanie, bez konsultacji z parlamentem, udzielił Polsce gwarancji nienaruszalności granic, nie dostrzegł w tym podstępu, chęci usztywnienia polskiej polityki wobec Niemiec i storpedowania jakichkolwiek prób dogadania się z Niemcami. Działał tak jak tego sobie życzył premier Chamberlain. Minister potrząsał pięścią, krzyczał, że nie oddamy ani guzika.
Mogliśmy być na wozie a nie pod wozem. Zachód nas sprzedał nie tylko w 1939 roku , ale i w Teheranie i Jałcie, a zaczęli od morderstwa generała Sikorskiego.
Tutaj są owe ciekawe fotki
http://www.google.pl/imgr...2&ct=image&cd=1
27 listopada 1933 u Piłsudskiego zjawia się poseł Helmuth von Moltke z projektem traktatu o nieagresji w formie deklaracji. Projekt niemiecki powoływał się na niemiecko-polski układ arbitrażowy z r. 1925 (z Lokarno) i na pakt Kellogga Wyrażał chęć rozmów na tematy sporne i zaniechaniu użycia siły na lat dziesięć. Ostatecznie po zredagowaniu i uzgodnieniu teksty 26 stycznia 1934 roku został on podpisany przez ministra spraw zagranicznych Niemiec Konstantina von Neuratha i posła polskiego Józefa Lipskiego. Głównym założeniem deklaracji było, iż żaden z krajów nie ucieknie się do zastosowania przemocy w celu załatwienia spraw spornych co powodowało odsunięcie groźby rewizji granic. Uzupełnieniem tego układu było umowa z 7 marca 1934 kończąca wojnę celną trwającą od 1925 r. Kwestia granic jednak w owym pakcie nie została zawarta co stwarzało możliwość do poruszenia tej kwestii w przyszłości. O dobrych stosunkach polsko-niemieckich świadczyć mógł fakt, że w latach 1934-1939 odwiedzili Polskę niemal wszyscy dygnitarze hitlerowscy : Herman Goering, Josepf Goebbels, Hans Frank, a nawet szef SS i policji Heinrich Himmler. Błędem jednak było myślenie o dobrych zamiarach III Rzeszy, która to akcentowała, iż głównym jej wrogiem jest Związek Radziecki. Na przyjęciu noworocznych 1935 roku Hitler powiedział ambasadorowi Lipskiemu „ może nadejść chwila kiedy nasze dwa państwa będą zmuszone wspólnie bronić się przeciw inwazji idącej ze wschodu”.
Georing w styczniu 1935 nawet zaproponował myśl wspólnego marszu na Moskwę. Piłsudski jednak „dał do zrozumienia, że nie może stać z bronią u nogi na tak długiej granicy jak granica polsko-rosyjska”.
Zbliżenie owocowało aktami przyjaźni, które dostrzegała prasa całego świata. Manifestacją szacunku Niemiec był pogrzeb Józefa Piłsudskiego (na czele delegacji stał Göring, a Reichstag uczcił pamięć Marszałka). Göring przyjeżdżał do Polski na polowania, a Frank - uważany za polonofila - przedstawiał założenia "nazistowskiego rozumienia prawa". Goebbels mówił, że Polacy w odróżnieniu od innych narodów zrozumieli niebezpieczeństwo komunizmu, a Hitler chwalił sąsiada ze wschodu jako forpocztę cywilizacji wobec Azji.
Bardzo ciekawy list, który nadaje nowe światło na stosunki Piłsudski -Dmowski. Cóż będę sobie gębę strzępił, to trzeba przeczytać. O tym tez już było i sam wątek zasługuje na osobny temat, lecz w takim temacie jakim jest Józef Piłsudski i tutaj go nie może zabraknąć.
Oto dokładna tresc jednego z najsłynniejszych listów w historii Polski,
o którym pisałam wczoraj. Jest to odręczny list Józefa Piłsudskiego
do Romana Dmowskiego z 21 grudnia 1918 roku.
-o-o-o-
Przemysł 21/XII
Szanowny Panie Romanie!
Wysylajac delegacje do Paryza dla porozumienia sie z Komitetem
Paryskim i wspolnego potem porozumienia sie z Ententa, prosze
Pana o ulatwienie wszelkie w pertraktacjach. Prosze wierzyc, ze
najbardziej chcialbym uniknac dwoistego przedstawicielstwa Polski
przed Ententa i daze do jednolitej reprezentacji interesow Polski,
gdyz wtedy tylko beda one dostatecznie uwzglednione. Tem wlasnie
dazeniem tlomaczyc trzeba fakt zem tak dlugo zwlekal z ta sprawa.
Na podstawie dawnej znajomosci tusze ze w tym wypadku i w tej
waznej chwili przynajmniej niektorzy ludzie jesli juz nie cala Polska,
niestety, wzniesc sie musza ponad interesa stronnictw, klik i grup,
do takich zas ludzi chcialbym zaliczyc i Pana.
Prosze przyjac zapewnienia wysokiego szacunku z jakim pozostaje
J. Pilsudski
-o-o-o-
A teraz oswiadczenie pani Janiny Smogorzewskiej, ktora przekazala
wczoraj oryginal listu do Archiwum Akt Nowych. [Oswiadczenie i tresc
listu wydrukowala dzis GW]
Malgorzata
--
Szanowny Panie Romanie" - tak zwrocil sie Jozef Pilsudski
do Romana Dmowskiego w odrecznym liscie pisanym 21
grudnia 1918 w Przemyslu. W polskiej literaturze utrwalila sie
bardziej przyjazna, niestety bledna, forma: "Drogi Panie Ro-
manie". Przekazujac ten list, ktory zachowal sie dzieki mojemu
Mezowi Kazimierzowi Smogorzewskiemu, archiwalnym zbio-
rom w Warszawie, chcialabym przekazac rowniez informacje
o jego losach.
Sa one zwiazane z owczesnymi stosunkami miedzy utworzo-
nym w Kraju w listopadzie 1918 rzadem a Komitetem Naro-
dowym Polskim w Paryzu, istniejacym od sierpnia 1917 roku
i uznanym oficjalnie przez panstwa sprzymierzone za repre-
zentanta polskich interesow. Stosunki te byly w znacznym
stopniu odbiciem wzajemnej niecheci miedzy Naczelnikiem
Panstwa Jozefem Pilsudskim a przewodniczacym Komitetu
Romanem Dmowskim.
Obie strony zdawaly sobie sprawe, ze wobec zblizajacej sie
konferencji pokojowej, ktorej poczatek wyznaczono na 18
stycznia 1919, porozumienie jest koniecznoscia. W tym celu
na poczatku grudnia 1918 udal sie do Warszawy z Paryza
Stanislaw Grabski, a w ostatnich dniach tego samego mie-
siaca z podobna misja przybyl do kraju Ignacy Paderewski.
Z drugiej strony, prawdopodobnie 22 grudnia, do Paryza
wyjechala nadzwyczajna delegacja Naczelnika Panstwa,
ktorej glownym zadaniem bylo nawiazanie oficjalnych stosun-
kow dyplomatycznych z panstwami koalicji i Stanami Zjedno-
czonymi, przy utrzymaniu kontaktu z KNP. W sklad delegacji
wchodzili: przewodniczacy dr Kazimierz Dluski, prof. Antoni
Sujkowski, Michal Sokolnicki i rtm. Boleslaw Wieniawa-Dlu-
goszowski.
Dluski wiozl osobisty list Pilsudskiego do Dmowskiego.
Delegacja przybyla do Paryza 4 stycznia 1919 i tego samego
dnia probowala bezskutecznie nawiazac kontakt z francuskim
ministerstwem spraw zagranicznych. Nastepnego dnia Dluski
prosil o spotkanie z Dmowskim, chcial bowiem przed oficjalna
rozmowa delegacji z Komitetem wreczyc mu przywieziony list.
Jego tresc nie zostala podana do publicznej wiadomosci.
W swojej ksiazce "Polityka polska i odbudowanie panstwa"
(Warszawa 1926) Roman Dmowski nawet o nim nie wspomina.
Rowniez Dluski nie poswieca mu wiele uwagi, ograniczajac
sie w swoich "Wspomnieniach z Paryza" (opublikowanych w
dzienniku "Narod", 1920, nr 48-66) do stwierdzenia:
"...mielismy od Naczelnika Panstwa polecenie,
aby dzialac pojednawczo, w mysl Jego uprzejmego,
tchnacego duchem zgody listu, wystosowanego na
nasze rece do p. Dmowskiego".
Latwo zorientowac sie ze "Wspomnien" Dluskiego, ze stosunki
delegacji warszawskiej z KNP pozostawaly zle i poprawily sie
dopiero po depeszy, jaka Paderewski wyslal do Dmowskiego
w polowie stycznia, po objeciu urzedu premiera. Przedstawiciele
delegacji weszli wowczas w sklad KNP.
Nie bylo tez zadnej wzmianki o tym liscie w pismie "Polak",
wydawanym trzy razy w tygodniu pod egida KNP. Na podstawie
zbadanych przeze mnie materialow sadze, ze jedynym doku-
mentem z tego okresu wspominajacym o liscie Pilsudskiego
(poza "Wspomnieniami" Dluskiego) jest zachowany w Archiwum
Akt Nowych w Warszawie protokol nr 174 z posiedzenia KNP,
odbytego w Paryzu 7 stycznia 1919. Znajduja sie tam dwa
nastepujace punkty:
"Odczytano pelnomocnictwo czlonkow nadzwyczajnej
delegacji dyplomatycznej i listy od komendanta
Pilsudskiego oraz prof. Grabskiego do Prezesa
Komitetu Narodowego Polskiego (zalaczniki Nr 1, 2
i 3)" oraz "Hr. Zamoyski odczytuje protokol z konfe-
rencji odbytej dzisiaj, 7 stycznia, z delegacja komen-
danta Pilsudskiego (zalacznik Nr 4)".
Na tym samym dokumencie jest odreczna notatka Mariana Seydy
(kierownika wydzialu prasowego KNP): "brak 2 i 4 zalacz.". Mozna
sie zastanawiac, dlaczego wlasnie te dwa zalaczniki zaginely.
Maz moj, wowczas 22-letni poczatkujacy dziennikarz, pracowal
w wydziale prasowym KNP i pelnil funkcje sekretarza "Polaka"
(redaktorem naczelnym byl wtedy prof. Zygmunt Lubicz-Zaleski).
Codziennie spotykal Dmowskiego i zauwazyl jego reakcje na list
Pilsudskiego. Pisal o tym w londynskiej "Kronice" w 1967 r.:
"Ten list pozornie przyjazny oburzyl Dmowskiego:
>On pisze do mnie jak krol, z ktorego laski moge
zostac ministrem< - komentowal Pan Roman
(jak go wszyscy przyjaciele nazywali)".
Monarsze inklinacje Dmowski przypisywal Pilsudskiemu rowniez
w swojej pracy, o ktorej byla juz mowa, relacjonujac rozmowe z war-
szawska delegacja:
"Zapytalismy ich, co ma byc celem audiencji u
Prezydenta, ktorej zadaja. Gdy powiedzieli, ze
chca notyfikowac objecie wladzy przez Pilsuds-
kiego, zwrocilismy im uwage, ze to jest niemozli-
we. Wedlug przyjetych zwyczajow tylko monar-
chowie, wstepujac na tron, notyfikuja to przez
osobne misje i nie mozna Polski osmieszac ta
niewlasciwa ceremonia; wystarczy zupelnie
zawiadomienie rzadow panstw sprzymierzonych
przez Komitet Narodowy. Dosyc trudno bylo
przekonac czlonkow misji, ze wyprawa ich nie
ma sensu".
Mozna przypuszczac, ze Roman Dmowski wolalby, aby cisza
zapadla nad tym listem, i prawdopodobnie nie mial ochoty
pozostawic go dla potomnosci. Wiem od mego Meza, ze dostal
polecenie (nie pamietam od kogo - byc moze od Seydy) zlikwi-
dowania tego dokumentu. Zdajac sobie sprawe z jego waznosci,
wykonal polecenie w swoisty sposob. List Pilsudskiego (zala-
cznik Nr 2 do protokolu Nr 174) zniknal wprawdzie z akt KNP,
ale przeszedl na przechowanie w rece Kazimierza Smogorzew-
skiego. Na temat drugiego brakujacego zalacznika do protokolu
nr 174 nic nie slyszalam.
Po raz pierwszy Maz moj zamiescil ten list w tlumaczeniu na jezyk
angielski i francuski w swej 70-stronicowej pracy "Poland of To-
day" w grudniu 1926 w specjalnym wydaniu miesiecznika "FIDAC".
Byl to biuletyn Federacji Miedzysojuszniczej Bylych Kombatantow
(Federation Interalliee des Anciens Combattants), wydawany
w Paryzu po francusku i angielsku. Moj Maz byl wowczas jego
redaktorem, ale wysylal rowniez korespondencje z Paryza do
"Ilustrowanego Kuriera Codziennego" w Krakowie.
Prawdopodobnie to on wyslal francuska wersje artykulu do tej
gazety, ktora - 22 grudnia 1926, a wiec osiem lat od daty napisa-
nia listu - opublikowala go po francusku i po polsku, pt. "Sensa-
cyjny list Marsz. Pilsudskiego do Romana Dmowskiego" z ob-
szernym komentarzem, a wlasciwie atakiem na polityke Narodo-
wej Demokracji. Zamieszczona w "IKC" polska wersja listu byla
tlumaczona z francuskiego. Francuski naglowek "Cher Monsieur
Romain", przetlumaczono na "Drogi Panie Romanie". Ta wersja
powtarzana jest czesto i dzisiaj, takze w "Pismach" Pilsudskiego.
Oryginalny tekst Kazimierz Smogorzewski opublikowal prawie
pol wieku pozniej we wspomnianym juz w artykule w londynskiej
"Kronice".
Intencja mojego Meza bylo przekazanie tego listu w miejsce
najbardziej odpowiednie, w ktorym nikt nie wydalby powtornego
polecenia jego likwidacji. Niestety, nie doczekal wlasciwego
momentu i wobec tego ja spelniam Jego wole.
Janina Smogorzewska
http://209.85.135.132/sea...l&ct=clnk&gl=pl
A oto co Dmowski pisze o Józefie Piłsudskim w liście do Stanisława Grabskiego z 14 marca 1919 r., w którym zawarł bardzo krytyczną charakterystykę Piłsudskiego.
CYTAT - „Ten człowiek – pisze Dmowski
– ma różne wielce niebezpieczne strony: 1. nie rozumie Polski, nie zdaje sobie sprawy z tego, co
w niej jest potrzebne i co możliwe; 2. nie jest człowiekiem dzisiejszym, należąc swą konstrukcją
psychiczną do I-szej połowy XIX w.; 3. nie jest jednolity: to kombinacja starego romantyka polskiego
z bolszewikiem moskiewskim, dająca się genetycznie wyjaśnić; 4. nie jest sobą, ale przedrzeźnia
wielkie wzory historyczne, co zawsze prowadzi do czynów poronionych; 5. otrzymawszy posadę
boga od jołopów, którzy go otaczają, usiłuje być większym, niż go Pan Bóg stworzył, robi pozory siły wielkiej, za którymi ukrywa się słabość itd. Robi czasem na mnie wrażenie wołu, któremu wydaje się,
że jest bykiem i wdrapuje się na krowę... Taki człowiek, podniecany przez swoich współkonspiratorów,
łakomych na władzę, łatwo gotów pokusić się o zamach na sejm”. Co jednak charakterystyczne, aby
do tego ewentualnego zamachu stanu nie dopuścić, Dmowski zalecał politykom endeckim m.in.
„nie spieszyć się z zasadniczymi solucjami [rozwiązaniami], nie prowokować aspiranta do dyktatury,
przeciwnie, stosunki z nim, o ile możności, naprawić i utrzymywać jak najbliższe” – zob. M.
Kułakowski, dz. cyt., t. II, s. 147-148.
Jak widać, w ciągu kilkunastu lat, jakie upłynęły od spotkania w Tokio, nici sympatii łączącej wówczas Dmowskiego i Piłsudskiego zostały pozrywane.
Józef Piłsudski na Podhalu.
Stanisław Wcisło
Józef Piłsudski w Chyszówkach we wspomnieniach Wojciecha Bolisęgi
Siedząc w gronie znajomych, przeglądaliśmy dokumenty związane z początkiem "Strzelca" w Tymbarku, jakie udało się zdobyć w Centralnym Archiwum Wojska Polskiego i rozmawialiśmy o tamtych latach, kiedy na Ziemi Limanowskiej walczyli legioniści wraz z Komendantem - Józefem Piłsudskim. I wtedy właśnie przypomniało mi się spotkanie z Wojciechem Bolisęgą, który w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku opowiadał nam o swoich przeżyciach z początku pierwszej wojny światowej, związanych z postacią twórcy Legionów Polskich. Z Wojciechem Bolisęgą spotkaliśmy się ponad pół wieku temu w jego rodzinnej wsi - Chyszówkach, na Przełęczy Edwarda Rydza-Śmigłego, w miejscu gdzie krzyż i obelisk upamiętniają wydarzenia z roku 1914. W latach Polski Ludowej władze starały się te pamiątki usunąć, jednakże dzięki postawie miejscowej ludności, nie doszło do tego. Pracownicy Służby Bezpieczeństwa zniszczyli jedynie, odnowione później, tablice z napisami umieszczone na krzyżu i obelisku1.
- Przyjechaliście specjalnie, aby zwiedzić Przełęcz Rydza-Śmigłego? - spytał nas wówczas Wojciech Bolisęga. A gdy przytaknęliśmy, dodał:
- Teraz rzadko kto tu przyjeżdża. Nasze władze nie są zadowolone, kiedy pojawiają się w tym miejscu ludzie i wypytują jak to było, kiedy żołnierze Piłsudskiego pobili tutaj Moskali. Jeśli chcecie, to wam nieco opowiem. Pamiętam te czasy dobrze, bo byłem już wtedy wyrostkiem, którego ciekawiło to, co się dzieje, a nawet brałem udział w tych wydarzeniach...
- O tutaj, na tej górce - wspominał pan Wojciech, wskazując pobliskie wzgórze - legioniści mieli swe okopy nakryte gałęziami, stąd strzelali do podchodzących patroli Moskali. Pamiętam też bitwę, w której legioniści pokonali szwadron Kozaków. Zrobiła się wielka wrzawa. Żołnierze krzyczeli po polsku i po rusku. Ludzie we wsi też krzyczeli - ze strachu. Kwiczały konie. Strzelano też, ale niewiele. Bito się raczej na szable. Nie zapomnę nigdy widoku sołdata jadącego na koniu; trzymał się za rozcięty szablą brzuch, z którego wychodziły wnętrzności.
[Józef Piłsudski]
Na odwrocie tej archiwalnej pocztówki ktoś napisał: "Piłsudski w brązowym kożuszku, tak jak był (...) pod Limanową." Fotografia z czasów gdy kwaterował u rodziny Bolisęgów. (ze zbiorów Miejskiej Biblioteki Publicznej w Limanowej).
Walka nie trwała długo. Rano już było spokojnie i kręciły się tylko patrole legionistów. Potem przyjechał sam Piłsudski i objeżdżał teren. Koło południa przybyła grupa oficerów austriackich, którzy oglądali miejsce walki, gratulując legionistom zwycięstwa. Potem wszyscy stąd odjechali i odmaszerowali.
Ale któregoś dnia Piłsudski znowu pojawił się w Chyszówkach z niewielką grupą legionistów i pozostał tu przez parę dni. Zatrzymał się przed naszą chałupą i spytał, czy może tu kwaterować. Tata zgodził się. Wówczas Piłsudski zeskoczył z konia i oddał go w moje ręce, abym go dobrze wytarł słomą, do sucha, a potem wyczyścił. Poprowadziłem więc konia za uzdę do stajni. Chętnie to robiłem, bo lubiłem konie, a to przecież był koń Piłsudskiego. Gorzej było na drugi dzień, kiedy Komendant kazał mi przyprowadzić swojego konia. Poszedłem do stajni, odpiąłem go od żłobu i za uzdę chciałem wyprowadzić, ale w drzwiach kobyła utknęła. Miała szeroki zad i wejść jakoś weszła, ale wyjść nie mogła. Próbowałem raz i drugi, ale nic z tego. Piłsudski zaczął się niecierpliwić i w końcu sam przyszedł do stajenki. Nie powiedział ani słowa, ino tak jakoś spojrzał, że strach ogarniał człowieka. Nie było wyjścia; trzeba było wyrwać futrynę i dopiero wtedy koń wyszedł.
Poruszony wspomnieniami pan Bolisęga zamyślił się przez chwilę, a potem opowiadał dalej:
- Dwa, albo trzy razy kazano mi dostać się do Słopnic na plebanię, gdzie stały wojska austriackie i tam przekazać jakieś meldunki od Piłsudskiego. Trzeba było uważać, aby nie wpaść na patrol Moskali, którzy plątali się po okolicy i podpatrywali poczynania legionistów. Po zaniesieniu meldunku trzeba było otrzymać potwierdzenie, że się tam było. Przybijali pieczęć na białych portkach albo gaciach. Kiedyś, w pośpiechu nie ubrałem gaci, a portki były ciemne. Przybili mi więc pieczątkę na gołym pośladku. Trochę mi było głupio, ale musiałem poddać się temu, bo inaczej nie uwierzono by mi, że tam byłem. Po moim powrocie Piłsudski obejrzał pieczątkę i uśmiał się rzetelnie, ale pochwalił za wykonanie rozkazu.
- Piłsudski to miał takie oczy - wspominał dalej pan Wojciech - że jak na cię spojrzał, toś czuł ciarki na plecach. Przewiercał cię na wylot - taki miał wzrok. Do tego brwi krzaczaste, groźne, ale nie słyszałem nigdy, aby na kogoś głośno krzyczał. Chyba, że do żołnierzy, którzy stali w szeregu; wtedy mówił głośno.
Powoli szliśmy spod krzyża i obelisku Rydza-Śmigłego w kierunku domu Bolisęgów, a pan Wojciech znowu wspominał:
- Kiedy Komendant mieszkał u nas, to wychodząc ze swej izby śmiał się ze mnie mówiąc: "Jak tam mój wojaku, gacie to dzisiaj założyłeś?". A kiedy prosiłem aby przyjął mnie do swego wojska, spojrzał na mnie, uśmiechnął się i rzekł: "Przyjmę cię na pewno, ino musisz się nieco wzmocnić, bo nie wyglądasz tęgo. A wojsko to nie żarty. Sam widzisz w jakich warunkach muszą przebywać moi żołnierze". Przytaknąłem, bom nieraz widział jak leżeli w swych okopach w błocie. Po paru dniach pobytu Piłsudski wyjechał z Chyszówek i więcej już go tu nie widziałem.
Pan Wojciech umilkł, potem wszedł do domu, a po chwili wrócił, przynosząc koszyczek, w którym były pamiątki z tamtych lat.
- To są kule z kartaczy, to siekańce, a to odłamki szrapneli, które rozrywały się nad okopami legionistów. Wszystko to znalazłem tu w lasach i na polach, kiedy wojska odeszły - objaśniał nasz rozmówca. - Niech dzieci mają pamiątkę, aby wiedziały jak tu kiedyś wojowano.
Pokazał nam także bagnety; austriacki i rosyjski, zwracając uwagę na różnice między nimi, a potem, po chwili zamyślenia dodał:
- Ale takiego wojoka jak Piłsudski to już potem nie było i nigdy nie będzie...
Podziwialiśmy pana Wojciecha, prostego człowieka o wrażliwym sercu przepojonym miłością do Ojczyzny, który z taką skromnością opowiadał o swoich przeżyciach związanych z rodzeniem się wolnej Polski. Żałował tylko, że nie mógł walczyć jako polski żołnierz, legionista; podczas I wojny światowej był żołnierzem armii austriackiej, dostał się do nie- woli rosyjskiej i przez cztery lata musiał pracować jako katorżnik. Związane z tamtym czasem wspomnienia nie należały widocznie do przyjemnych, bo jego najmłodsza córka Marysia wspominała: "Ucząc się języka rosyjskiego próbowałam czasem głośno czytać, a wtedy tato zabraniał mi tego, gdyż sam dźwięk mowy rosyjskiej wywoływał w nim ból i bunt związany z tym, co przeżył."
Ułani Władysława Beliny-Prażmowskiego - Limanowa, 8 grudnia 1914 roku (zdjęcia ze zbiorów Krakowskiego Towarzystwa Fotograficznego).
Jedyną pamiatką, jaka pozostała po niej jest pieczołowicie przechowywany przez rodzinę gruby, dziewiętnastowieczny modlitewnik ozdobiony na okładce mosiężnym krzyżykiem. Brak w nim strony tytułowej, na podstawie której można by określić czas i miejsce druku tej ponad stuletniej książki, ale na wklejce zachował się wykaligrafowany przez właścicielkę własnoręczny podpis z aktualnym i dzisiaj adresem; Chyszówki 24.
Z upływem czasu zacierały się w pamięci wspomnienia z tego spotkania. Wracając do nich po latach, zaczęliśmy nawet powątpiewać w autentyczność opowieści Wojciecha Bolisęgi, zwłaszcza tych - dotyczących potwierdzania wykonania zadania przez posłańców pieczęcią odciskaną na spodniach czy kalesonach. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy - już po zakończeniu stanu wojennego - zdobywszy książkę Józefa Piłsudskiego "Moje pierwsze boje", której wcześniej nie udało mi się przeczytać, dotarłem do rozdziału zatytułowanego "Limanowa - Marcinkowice" i na stronie 155 przeczytałem: Warunki wojny na Podhalu okazały się (...) nadzwyczaj przyjemne. Mówię o stosunkach z ludnością. Nie było tu, jak w Królestwie, gwałtownego i najczęściej daremnego szukania oparcia i zrozumienia wśród ludności cywilnej. Nie trzeba było tu niczego szukać, bo wszystko, czego dusza żołnierza walczącego dla szczęścia Ojczyzny pragnie, było mu dane. Tu czułem się w Ojczyźnie, czułem się potrzebnym dla niej jako jej obrońca. Od góry do dołu - ksiądz, gazda góralski, czy jego gaździna, mieszczanin czy robotnik, wszyscy szukali po prostu okazji, aby w czymkolwiek dopomóc lub przynajmniej okazać swoją sympatię. Młodzi chłopcy chodzili na wywiady przed wojskiem. Robiono to za zgodą wsi, która wprost wyznaczała, kto ma iść. Więcej! By chłopak nie mógł skłamać, że był tam, gdzie go posłano, musiał wrócić z pieczęcią gminną wyciśniętą na portkach jako namacalne świadectwo swej sprawności. W żadnej chacie, czy domu nie czuło się, że jesteśmy ciężarem, pomimo że przecież wojsko nie należy do najprzyjemniejszych gości.
Żywo pamiętam jeden wypadek w zapadłej góralskiej wsi, w której po jednej z nocnych wycieczek szukałem z wojskiem na pewien czas ukrycia. Stanąłem kwaterą w chacie góralskiej, która jak zwykle miała dwie izby. Jedną na zimę zamkniętą, drugą codzienną, że tak powiem, gdzie obok ludzi przechowują się cielęta, kury, prosięta i temu podobne pożyteczne, lecz brudne i cuchnące stworzenia. Pomimo zimna stanąłem w czystej połowie. Zastanawiała mnie gaździna, wysoka, o kształtnych rysach i dziwnie melancholijnych oczach. Była po prostu niestrudzoną w okazywaniu gościnności. Sama przybiegała często, proponując to, lub owo, potem przysłała dzieci, które wpadały z ciekawymi buziami, by zapytać jeszcze, czy nie trzeba czego, lub by przynieść jeszcze więcej drew do pieca. Byłem strasznie zmęczony po nieprzespanej nocy, więc nudziła mnie trochę ta nadzwyczajna gościnność.
Gdy dałem wkrótce rozkaz do wymarszu, gaździna płakała rzewnymi łzami, patrząc swymi melancholijnymi oczami na odchodzące wojsko. Przypuszczałem, że obawia się ona nadejścia Moskali po naszym wyjściu i zacząłem ją uspokajać. Wtedy to odpowiedziała mi: "Biedne wy wojoki polskie! Tego płaczę."
Nie chciała wziąć ani grosza za gościnę, nawet gdym chciał to zrobić pod pozorem zostawienia pieniędzy na cukierki dla dzieci. Dotąd za te serdeczne łzy tej Podhalanki czuję serdeczną wdzięczność, a do całego Podhala ogromną sympatię za to odczucie Ojczyzny, które tu miałem.2
Ta płacząca gaździna to Kunegunda z Moczarników - Bolisęga, żona Stanisława Bolisęgi (ojca Wojciecha) z osiedla Jony w Chyszówkach. To w ich domu w grudniu 1914 roku stanął na kwaterze Józef Piłsudski. Wśród dzieci, o których wspomina autor książki "Moje pierwsze boje" był Wojciech - urodzony 22 czerwca 1896 roku, a zmarły 30 października 1981 roku. To on właśnie opowiadał nam przed laty o walkach legionistów polskich z Rosjanami oraz o pobycie Józefa Piłsudskiego w Chyszówkach.
Wracając do wspomnień Józefa Piłsudskiego, należy podkreślić jego, ujętą w pięknych słowach, wdzięczność dla płaczącej gaździny i jej rodziny, a także pochwałę mieszkańców tych okolic za ich miłość do Ojczyzny i ofiarność dla niej. Ja zaś znalazłem tam także potwierdzenie tego, o czym przed laty opo wiadał nam Wojciech Bolisęga.
Przypisy:
1. Na obelisku znajduje się napis wyryty na granitowej płycie: "Na pamiątkę bojów I Brygady Legionów Polskich. 23.XI-9.XII.1914". Natomiast na stojącym obok drewnianym krzyżu umieszczono metalową tablicę (odlew) w kształcie tarczy herbowej, na której czytamy: "1918-1928. Tu w Chyszówkach w listopadzie 1914 r. walczyli legioniści polscy pod wodzą Józefa Piłsudskiego i wzięli do niewoli oddział kawalerii rosyjskiej. W 10 rocznicę odzyskania Niepodległości Polski postawiło ten krzyż Stow. Młodz. Polsk. z Dobrej 11.XI 1928 r. na znak hołdu dla bohaterów, którzy oddając krew i życie za Ojczyznę utrwalili w narodzie wiarę w zwycięstwo."
2. Józef Piłsudski, "Moje pierwsze Boje", Wydawnictwo łódzkie, 1988.
Post Scriptum
We wrześniu bieżącego roku ruszyłem tropami opowieści spisanej przed laty przez Stanisława Wcisłę. Na osiedlu Jony w Chyszówkach, tuż pod Przełęczą Edwarda Rydza-Śmigłego, bez trudu odnalazłem rodowe gniazdo rodziny Bolisęgów. Syn Wojciecha - Stanisław Bolisęga i jego żona Danuta przyjęli mnie bardzo serdecznie.
Nie ma już niestety domu, w którym kwaterował Komendant ze swymi legionistami. (Na tym miejscu stoi wzniesiony później budynek mieszkalny). Nie zachowała się do dziś stajnia, z której musiano wyjmować futrynę, by wyprowadzić konia Piłsudskiego. Niestety, przepadły też bez śladu wojenne pamiątki (odłamki pocisków i bagnety), które miał okazję oglądać autor artykułu w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W pamięci kolejnego pokolenia wciąż żywe są jednak legendarne już niemal wspomnienia, związane z wydarzeniami z roku 1914, mającymi bezpośredni związek z odrodzeniem Niepodległej Rzeczypospolitej.
J.B
Artykuł ukazał się w numerze 34 - jesiennym z roku 2008 na stronie 13
http://almanach.limanowa....pl&a=2008_34_13
Rajbrot
1 sierpnia 1914 roku ogłoszono w Rajbrocie asenterunek (mobilizację), "powołano mężczyzn tutejszej parafii w ogień. Ubyło ludności paręset, stanęła szkoła(...)" Powołano m.in. nauczycieli miejscowej szkoły - p. Romańskiego, Proroka i Dźwigaja. Z wojny nie powróci Stanisław Prorok, mąż miejscowej nauczycielki, Antoniny. Zginął śmiercią lotnika."(...) ustawiczny przemarsz wojsk naszych i postój aż wreszcie w drugiej połowie Listopada armia nasza cofnęła się i przez Rajbrot przeszła dywizya kawaleryjska rosyjska na Bytomsko i dalej. 12 oficerów rosyjskich z generałem feldmarszałkiem i sztabem kwaterowało przez dwa dni i dwie noce na plebanji, w kuchni zaś i budynkach innych mnóstwo". Kwaterujący w szkole Moskale niszczą sprzęty i dokumenty szkolne, palą bibliotekę z trudem przed wojną skompletowaną. "5 grudnia ukazało się nasze wojsko, ale już 6 musiało się wycofać ku Kamionce, a weszła piechota rosyjska. Już w sobotę 5.12 zaczęły lecieć na kościół i plebanię gdzie kwaterowali dragoni austr. szrapnele rosyjskie (...) a odtąd przez 9 dni t. j. od 6-15 grudnia trwała strzelanina od rana do wieczora. Kościół dostał kilkanaście granatów i szrapneli, padła kruchta, ołtarz boczny ś Walentego, spaliły się stodoły, kuchnia, zawaliły stajnie(...)Ludność miejscowa kryła się po piwnicach- zabiły pociski 8 ludzi cywilnych, raniły 4,-spłonęło 18 domów." Rajbrot znajduje się na linii frontu w trakcie operacji łapanowsko -limanowskiej, kiedy to wojska rosyjskie zostają odrzucone w trakcie krwawych walk. Nazwa Rajbrot funkcjonuje w komunikatach frontowych:
Der österreichisch-ungarische Heeresbericht:
Die Verfolgung der Russen in Westgalizien
Wien, 14. Dezember.
Amtlich wird verlautbart:
Die Verfolgung der Russen in Westgalizien wurde fortgesetzt und gewann abermals unter kleineren und größeren Gefechten allenthalben nordwärts Raum. Nun ist auch Dukla wieder in unserem Besitz. Unsere über die Karpathen vorgerückten Kolonnen machten gestern und vorgestern 9000 Gefangene und erbeuteten zehn Maschinengewehre. Die Lage an unserer Front von Rajbrot bis östlich Krakau und in Südpolen ist unverändert. Nördlich Lowicz drangen unsere Verbündeten im Angriff weiter gegen die untere Bzura vor.
Der Stellvertreter des Chefs des Generalstabes.
v. Hoefer, Generalmajor.
Der österreichisch-ungarische Heeresbericht:
31000 Russen in Westgalizien gefangengenommen
Wien, 15. Dezember.
Amtlich wird verlautbart:
Die Offensive unserer Armeen hat den Feind zum Rückzuge gezwungen und auch die russische Front in Südpolen zum Wanken gebracht. Unsere den Feind in Westgalizien von Süden her unermüdlich verfolgenden Truppen gelangten gestern in die Linie Jaslow-Rajbrot. Bei dieser Verfolgung und in der letzten Schlacht wurden nach den bisherigen Meldungen 31 000 Russen gefangengenommen. Heute liegen Nachrichten über rückgängige Bewegungen des Gegners an der gesamten Front Rajbrot - Niepolomice - Wolbrom - Nowo-Radomsk - Piotrkow vor.
Der Stellvertreter des Chefs des Generalstabes.
v. Hoefer, Generalmajor.
O skali ważności owego odcinka frontu może świadczyć fakt jedynego wówczas użycia na austro-węgierskim odcinku frontu wojsk pruskich, atakujących od strony Kamionki, Bytomska i Łąkty. Najbardziej krwawe walki toczą się o najwyższe wzniesienie Rajbrotu - Kobyłę, która kilkakrotnie przechodzi z rąk do rąk. Przez dziewięć dni "Słychać strzały, aeroplany krążą". Trwa zażarty ostrzał artyleryjski - rosyjskie armaty strzelają od strony Nadola, Lipnicy czy tez Rakowca, niemieckie z Bytomska i Kamionki.
W atakujących oddziałach pruskich walczy wielu Polaków z poznańskiego. Jest tu także Sambijska Kompania Pionierów, czy inne elitarne oddziały, przeważnie pruskie, ściągnięte nieraz wprost z uroczystych defilad na linie frontu, w celu wsparcia słabnącego austro-wegierskiego sprzymierzeńca.
W walkach brały udział jednostki: KPGGR 3 Konigin Elisabeth, P. Res Inf. Reg. 217, 218, 219, 220; PRJB 19, P Samland Pion Komp. 47, LIR 33,35, FJB 24, 29, PIR 130, P. Feld Art. Reg. 47.
Po bitwie pozostało wielka liczba poległych. Ich przynależność wojskową można odnaleźć na cmentarzach wojskowych z I wojny światowej, z których dwa powstały w roku 1918 w Rajbrocie. Do dziś, niemal po stuleciu można w lasach odnaleźć ślady linii okopów z tamtych walk, łuski z pocisków czy karabinów.
"Po bitwie pod Limanową przebywała tu na odpoczynku miesięcznym Kawalerja I brygady Legjonów Polskich pod komendą Beliny rotmistrza Prazmowskiego. Zajeżdżał tu tez kilkakroć Józef Pilsudski (brygadjer)." Kawalerzyści wypoczywali przez trzy tygodnie kwaterując w szkole, oficerowie w domach, m.in. w domu na Dołku u Antoniny Prorokowej, miejscowej nauczycielki. Wśród chwil wypoczynku "w uroczej podgórskiej wsi" powstawały szkice, piosenki i wiersze.
Ułani
Nasz lot jest wichrowy, do sławy nasz lot -
Krzyk rwie się, wyrywa się z krtani...
W czym wola zakrzepła i spada jak grot...
... Ułani! Beliny ułani!
Przez krew do ojczyzny wskrzeszonej jest szlak -
Więc oto giniemy dziś dla Niej -
Krwi krople zakwitną na polu jak mak...
... Ułani! Beliny ułani!
Nie w strojnych mundurach, bez krzyżów, bez kit -
Wśród smutków jesiennych wiośniani
Bitw dawnych zamierzchły wskrzeszamy już mit!
... Ułani! Beliny ułani!
Szubienic za nami potworny legł cień
Ojczyźnie składamy w dani...
Krwią zorze poimy, aż zrodzi się dzień!
... Ułani! Beliny ułani!
Nie laurów, lecz zemsty ogarnie nas woń
O trupach serdecznych myśl rani...
Do broni! Ułani, chwytajcie za broń!
... Ułani! Beliny ułani!
Bolesław Lubicz Zahorski, Rajbrot 1915
Niestety koniec stycznia przyniósł kres odpoczynkowi. Legioniści ruszyli na swój szlak bojowy. Niektórzy rajbroczanie wstępują do Legionów (m.in. p. Piechura który zostanie później majorem).
Okolica spustoszona wojna nie wygląda najlepiej - "Jedziemy sanną do Żegociny a potem do Rajbrotu i oglądamy pola bitew po drodze, osobliwie pozycje armat pruskich w Bytomskiej, zasłonięte drutami kolczastymi i Rajbrot, podziurawioną od kul plebanię, spaloną kuźnie z gospodarskim budynkiem i stodoły, rozdarty dach na stajni. Głównie spustoszony kościół, gdzie przedsionek runął i kaplica północna. W kościele jeden ołtarz rozbity zupełnie i organy. Ołtarz wielki uszkodzony jak i wieża i dzwonnica. Opowiadają wszystkie szczegóły. A w powrocie oglądamy w laskach Brodzińskiego pozycje rosyjskie i olbrzymie wycięcie drzew przez armaty i szrapnele- tak nasze jak i rosyjskie"
W kwietniu 1915 "przeszła przez Rajbrot brygada kawalerji pruskiej pod Gorlice". Ofensywa gorlicka odsunęła groźbę wojny od Rajbrotu.
http://images.google.pl/i...sa%3DG%26um%3D1
Więcej o starciach w Limanowej pod tymi linkami
http://almanach.limanowa....=pl&a=2004_18_4
http://almanach.limanowa....pl&a=2004_18_16
| < Poprzednia | Następna > |
|---|








































